31.03.2005: Creative Commons Polska
Wczoraj razem z Justyna uruchomiliśmy stronę Creative Commons Polska. Za miesiąc w Krakowie nastąpi oficjalne otwarcie CC Polska i inauguracja polskich licencji. Jeśli chcecie:
- dowiedzieć się więcej o otwarciu – na które zapraszamy, będzie się dużo działo;
- zapisać na listę dyskusyjną, by otrzymywać informacje o CC Polska;
- wziąć udział w dyskusji o polskich licencjach CC;
- zaproponować projekt z wykorzystaniem licencji CC
- lub wspomóc polskie CC przekazując 1% swojego podatku,
to zapraszamy do odwiedzenia tej strony.
23.03.2005: w EBIB, o Creative Commons
Creative Commons, innowacje w systemie prawa autorskiego i rozwój wolnej kultury, nasz wspólny tekst poświęcony Creative Commons, nowej świadomości ekologicznej, dla której obiektem troski są commons oraz otwartym archiwom ukazał się w biuletynie EBIB wydawanym przez Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich.
21.03.2005:
egoizm altruizm i innowacja
W weekendowej Gazecie Wyborczej Witold Gadomski opublikował felieton “Egoizm i innowacja” dotyczący kwestii ochrony patentowej oprogramowania, a ogólniej mówiąc własności intelektualnej (zewnętrzna kopia będzie widoczna dłużej niż oficjalna, którą zje wkrótce archiwum). Bardziej od samego tekstu polecam chyba lekturę komentarzy, bo to zdaje się kanoniczny przykład publiczności, która wie więcej od autora. Ten jak na razie milczy, miejmy nadzieję, że w jakiś dialog z ową publicznością wejdzie, bo inaczej już mediów dzisiaj nie da się robić.
Co do samego tekstu, opadają ręce. Szkoda, że Gadomski nie tylko popiera patentowanie oprogramowania (co wytyka mu większość autorów komentarzy), ale wypowiadając się ogólniej w kwestii systemu własności intelektualnej prezentuje poglądy, które lokują go w “betonie” wojowników o silny system własności intelektualnej.
Gdy Gadomski pisze, że
“W USA ochrona patentowa oprogramowania jakoś nie przeszkadza powstawaniu setek tysięcy małych firm działających w branży informatycznej. Firmą taką była przed 30 laty MITS założona przez Paula Allena i Billa Gatesa, która wkrótce stała się tym obrzydliwym Microsoftem budzącym protesty antyglobalistów”,
to nie tylko miesza fakty, bo jak dobrze wiadomo Microsoft rozkwitł za czasów, gdy nie patentowano software’u, a sam Gates przyznaje się, że później byłoby to już niemożliwe, ze względu na patenty. Gadomski podąża także (i niestety) linią wytyczoną przez Gatesa, który zwolenników commons próbuje napiętnować jako nowych komunistów. Microsoft protesty budzi nie (tylko) wśród alterglobalistów, których jak rozumiem Gadomski przyzywa by siać powszechny postrach, ale wśród szefów firm komputerowych, profesorów prawa czy niektórych rządów.
Egoizm jako jedyna motywacja innowacji, ostra ochrona własności intelektualnej jako jedyny model potrafiący zapewnić zysk – to poglądy strasznie staroświeckie, bowiem alternatywy dziś są wyraźnie widoczne. Szkoda, że Gadomski nie potrafi lub nie chce zrozumieć, że to, że nasze bogactwo jest coraz bardziej niematerialne, nie oznacza, że własność intelektualna musi być kontrolowana (bo to o kontroli, a nie “ochronie” należy mówić). Altruizm to nie jest kołek wetknięty w gospodarczą maszynę, a innowacja radzi sobie świetnie i bez egoizmu. (Dzięki, 7th Guard)
6.03.2005: Niedzielny remiks: napięte nazwy odgrzewanych bumerangów
“Jeden z poważniejszych producentów oprogramowania, Adobe , udostępnił źródła do dwóch swoich bibliotek – Adam i Eve.”
To musi być wspaniały moment, kiedy po napisaniu jakiegoś skomplikowanego, poprawnego (z konieczności) gramatycznie i logicznie kodu można zadziałać twórczo i nadać mu nazwę. Musi to być pyszna zabawa, warta wysiłku.
“Staram się dotrzeć do tych starych kawałków, które zainspirowały współczesnych twórców, a bardzo często są znacznie bardziej rozbudowane i ciekawsze niż produkcje, do których zostały użyte. Tak więc gram np. jakiś numer hiphopowy, a za chwilę oryginalny kawałek, z którego wzięty został sampel. ludzie zazwyczaj znają tylko te wysamplowane 3 sekundy i nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że tą muzykę już wcześniej ktoś zrobił.
W momencie, gdy zacząłem się nad tym zastanawiać, odkryłem cały wszechświat zajebistej nowej “starej” muzyki”.
Bardzo Creative Commons jest ta wypowiedź DJ Krime’a (dla dziwnego darmowego pisma “MAX”) – tylko do myślenia daje uwaga o przewadze starej muzyki, trochę podważająca zachwyt nad kulturą remiksu, na którą, to już inna sprawa, jesteśmy najprawdopodobniej skazani i nie ma co płakać.
Jeśli chodzi o kulturę remiksu, we wprost ukazał się jakiś czas temu tekst Kultura bumerangu, niestety nie najlepszy. “Dzisiejsza kultura to gigantyczny recykling wszystkich wyobrażalnych nurtó, trendów i mód” pisze autor, i wrzuca do tego worka odgrzewania staroci wszystko co się da. Mnie zdenerwował następujący cytat: “Krótki wypad do nabliższego empiku czy kliknięcie w adres internetowych sklepów szybko pozwoli nadrobić zaległości. Koniec z polowaniami na rzadkie płyty po zagraconych sklepikach z towarem z drugiej ręki.” Nie wiem, jaki okres autor ma na myśli, pisząc o czasach buszowania po zakurzonych sklepikach – wydaje mi się, że w Polsce do cyfrowej rzeczywistości wskcozyliśmy niemal bezpośrednio z komunizmu, gdzie nie było małych sklepików z zakurzonymi używanymi płytami tylko jedna i ta sama dla wszystkich oferta Tonpressu, całkiem zresztą czasem ekscytująca. Osobiście unikałbym też stwierdzeń takich jak te: “Nigdy jeszcze dostępność do produktów kultury, w tym prawie całego jej dziedzictwa, nie była tak szybka, nieograniczona i tania”. Zazwyczaj mnożenie pozytywnych skutków w połączeniu ze zwrotem “nigdy wcześniej” lub “teraz wszyscy” nie daje solidnej analizy internetu.
Dlaczego? W tym wypadku dlatego, że autor w całym tekście nie zwraca uwagi na problem praw autorskich, który w przypadku recyklingu kultury jest problemem kluczowym. Gdyby wziął go pod uwagę, może by zrozumiał, że dostępność nie jest tak tania i nieograniczona jakby mogła być, a prawie całej dziedzictwo jest przede wszystkim mocno zblokowane przez niepotrzebną ochronę praw autorskich.
Natomiast jeśli chodzi o twórczość, to “poszukiwacze sedna polskości” z Instytutu Marki dla Polski uznali, że najlepiej ją oddaje hasło creative tension:
“Idea przewodnia marki Polska , wydestylowana po roku pracy, sprowadza się do dwóch angielskich słów: creative tension. Nie znaleźliśmy jeszcze polskiego odpowiednika, ale najlepsze recepty zawsze przecież były po łacinie. Polskie “twórcze napięcie” zawiera niepotrzebny pierwiastek niepokoju, nerwowości i ryzyka. Cały czas szukamy dobrego polskiego określenia, ale samej diagnozy jesteśmy pewni.”
Cała sprawa jest kuriozalna, dla mnie przede wszystkim Polska, niestety, nie jest zbyt creative, choć bardzo to nam potrzebne. Więc lepiej nie zaklinać rzeczywistości słowami, tylko rozkręcić twórcze silniki, a potem będziemy mogli z zadowoleniem nazywać rzeczy dowoli, zupełnie jak hakerzy z Adobe.
4.03.2005: CC jako broń masowej twórczości
Na hiszpańskiej stronie Republica Internet został opublikowany tekst pt. Letter to Hypathia, będący angielskim tłumaczeniem wystąpienia Carlosa Sancheza Almeidy, hiszpańskiego (katalońskiego?) prawnika i zwolennika Creative Commons.
Jest to tekst wspaniały, cieszę się za każdym razem, gdy czytam teksty o wolnej kulturze pisane z perspektywy różnych kultur, gdyż ukazują one, jak w każdej z nich kulturowe commons są tradycją głęboko zakorzenioną w ich historii. Jedynie szkoda, że bariery językowe stają na drodze do pełnej wymiany wiedzy wśród zwolenników CC – ten tekst mogę po angielsku przeczytać tylko dlatego, że przetłumaczył go zespół hiszpańskich wolontariuszy. Sterta linków na jego końcu pozostaje dla mnie zagadką, lodami, które mogę lizać przez szybę.
Dla zachęty do lektury, szereg cytatów:
“Creative Commons są dla nas niezbędne, bowiem to od Creative Commons zależy przetrwanie duszy Internetu”.
”[...] musimy przegonić kupczących kulturą, wygnać kanciarzy. W kontekście tej wojny totalnej, licencje Creative Commons są bronią masowej twórczości”.
“Nie potrzebujemy wielkich mediów: w naszych życiach nie starczy czasu, by przeczytać wszystko, co już należy do commons”.
Wreszcie Sanchez Almeida przytacza wstęp do wiersza “La Insignia” tworzącego w czasie hiszpańskiej wojny domowej Leona Filipe, który nazywa “najpiękniejszą definicją copyleftu” jaką zna:
“Wiersz ten został zaczęty po upadku Mįlagi, a obecną formę uzyskał po upadku Bilbao. Oto on w swojej ostatniej wersji, najbardziej uformowanej i takiej, którą autor przedkłada nad inne i którą uznaje. Tym samy poprzednie wersje, opublikowane w prasie, stają się nieważne, i to nie z powodów redakcyjnych lub finansowych. Dzieło to nie jest objęte Prawami Autorskimi. Pięćset kopii zostało wydrukowanych, by zostały rozrzucone w powietrze Valencii. Niech wiatr je rozmnoży.”
(Dzięki CC weblog)

Cezary Ostrowski, twórca muzyki elektronicznej i lider zespołu Bexa Lala został jednym z laureatów konkursu “The Fine Art of Sampling” na remiks z wykorzystaniem utworów z płyty The Wired CD—Rip. Mix. Sample. Mash. Share, wydanej wspólnie przez CC i Wired, a zawierającej dostępne na licencjach CC piosenki m.in. Beastie Boys, Davida Byrne’a, Gilberto Gila czy Thievery Corp. Cezary jest jednym z nielicznych polskich artystów udostępniających swoje utwory na licencjach CC (tak przynajmniej “mówi Google”). Oprócz zwycięskiego freemix-simplemix i szeregu innych remiksów znajduących się na stronie ccmixter, na jego stronie domowej znajdziemy także piosenki Bexa Lali, utwory nagrane z Maciejem Świetlickim i Małgorzatą Ostrowską oraz cała płyta nagrana z Mikołajem Trzaską.
Fajna sprawa.
Na marginesie, wolnodostępnej muzyki w internecie jest coraz więcej. Mała muzyczna rewolucja, która staje się coraz większa. I już niemal nie dziwią nas kompletnie szalone (w rynkowej rzeczywistości) stwierdzenia takie jak to, które znalazłem na stronie kanadyjskiego artysty Kupek: “Awkwardz Songz [jego najnowszą płytę] można już zamawiać, tak samo jak i inne moje płyty. Jeśli nie masz ochoty wydawać pieniędzy, powoli udostępniam wszystko jako mp3”.



CZARNY LUD


