25.10.2004: Wprost o "globalnym komuniźmie", zapominając o "open source"

Jakby poniższego było mało, w tekście Orwell 2004, który ukazał się niedawno w piśmie “Wprost”, Jan Winiecki wymienia “znane bzdury” opowiadane przez postępowców, na pierwszym miejscu umieszczając hasło Komunizmu i technologii!

Zacznę od tego, że w 1999 roku Lawrence Lessig pisał w tekście “Open Code and Open Societies: Values of Internet Governance”: tak:

“”idea … oprogramowania open source … może się wydawać rodem z szalonych lat 60-ych, szalenie idealistyczna. To pomysł aby udostępniać jako dobro wspólne owoców własnej pracy, oddawać to, co się wykonało bez jakiejkolwiek gwarancji wynagrodzenia. To idea, która dla nas, żyjących w postkomunistycznym świecie, wygląda na komunistyczną. To Marx przełożony na kod komputerowy. ... Będzie tak, dopóki nie przypomnimy sobie … jak działa nauka. ... Dopóki nie dowiemy się więcej na temat historii powstania Internetu

A teraz cytat ze “Wprost”:

Nasi “postępowcy” chcieliby stworzyć globalny komunizm w dostępie do “wiedzy, informacji i technologii komunikacji” oraz “nieodnawialnych zasobów, takich jak paliwa czy woda pitna”. I technologie, i zasoby należą do tych, którzy je tworzą, lub do tych, na których terytorium znajdują się owe zasoby. Kto i jakim prawem miałby decydować o tym, że na przykład Indie mają część wody swoich rzek przekazać Pakistanowi? To samo dotyczy innych zasobów. Z kolei technologie są wytworem ludzkiej inwencji zamienionej w konkretne, używane w gospodarce technologie. Są chronione patentami. Czy technologie również miałyby być udostępniane – w ramach globalnej urawniłowki – nieodpłatnie każdemu, kto ich sobie zażyczy?

Pamiętajmy, że innowacje powstają dlatego, że wynalazcom opłaca się inwestować swój czas i pieniądze, by później czerpać korzyści materialne z zastosowania wynalazków w gospodarce. Rewolucja przemysłowa dokonała się właśnie w Anglii, a nie gdzie indziej, bo powstały tam warunki dla innowacji. Anglia była bowiem pierwszym krajem na świecie, który wprowadził (już w 1621 r.) prawo patentowe. Nasi “etyczni postępowcy”, ogarnięci szlachetną – ich zdaniem – pasją równości, chcieliby zepchnąć nas w świat średniowiecza, kiedy to technika była najczęściej czymś w rodzaju hobby dla pasjonatów majsterkowiczów. Tylko muszą się liczyć z tym, że wtedy innowacji będzie coraz mniej, gdyż przestaną się one opłacać.

Lessig ciemnymi wiekami nazwał okres przed nastaniem internetu; Jan Winiecki najwyraźniej o open source nie słyszał, sprawa z patentami nie jest taka prosta, jeśli chodzi np. o oprogramowanie; majsterkowicze open source dowodzą, że innowacji nie będzie mniej, nawet jeśli przestaną się opłacać. A globalna urawniłowka trwa w najlepsze od lat, sankcjonowana przez system patentowy, w którym każdy patent po 20 latach wygasa i nastaje dla danej technologii komunizm.


Posted by alek at 21:44 | Comments (60)

Nowy polski serwis e-bookowy złote myśliz przyjemnością prezentuje pierwszą w Polsce książkę – powieść wydaną w formie e-booka (elektroniczna książka)”. (Mi przychodzi do głowy, zupełnie na poczekaniu, conajmniej jedna wcześniejsza). Złote myśli kuszą nas dalej: “Jako jedna z pierwszych osób w Polsce, masz okazję ściągnąć 40 stron tej książki całkowicie za darmo”. I dopiero na kolejnej stronie okazuje się, że darmowy fragment otrzymuje się kosztem podania firmie swojego adresu email (do dalszego wykorzystania) i pomocy w marketingu projektu przez podanie adresu trzech znajomych, którzy dowiedzą się o “pierwszym polskim darmowym e-booku”. Smutne to trochę, bo może rzeczywiście jest to pierwszy e-book, jeśli przez e-book rozumiemy beznadziejnie zamknięty i ograniczony sposób publikowania w internecie tekstów. Tak zdaje się wygląda internetowa otwartość w wydaniu polskiego internetu, aż strach, że ktoś to tak radośnie reklamuje.
Polecam prędzej dwa fragmenty z książki Promises to Keep profesora prawa na Harvardzie Williama Fishera, który w całej książce analizuje sposoby regulacji przekształcającego się rynku muzyki i filmu, a w drugim z darmowych fragmentów przedstawia superciekawy sposób regulacji rynku poprzez alternatywny system opłat. Wszystko to za darmo, w sieci, bez konieczności podawania adresu email.

Posted by alek at 21:21 | Comments (64)

22.10.2004: CC i GPL

Heather Ford z Creative Commons South Africa dokonała zgrabnego, choć krótkiego porównania licencji GPL i CC

Kilka kwestii wymienionych przez Heather jest kluczowych dla zrozumienia relacji między licencjami GPL i CC, które mają ze sobą wiele wspólnego, ale sporo też je różni.



  • Inspiracją dla CC było podejście do licencjonowania oprogramowania wypracowane przez ruch wolnego i otwartego oprogramowania.

  • Niektóre licencje CC wprowadzają ograniczenia (dotyczące tworzenia utworów pochodnych oraz wykorzystywania dla celów komercyjnych), które są niezgodne z licencją GPL.

  • Tylko dwie licencje CC: Attribution i Attribution-Share Alike są formalnie licencjami typu ‘open source’

  • Niewątpliwą przewagą i źródłem sukcesu licencji CC nad GPL jest ich przyjazność dla użytkownika. Zdaniem Heather to właśnie skłoniło rząd brazylijski, aby ‘portować’ licencję GPL do rodziny licencji CC i uczynić je częścią projektu CC, który dużo lepiej radzi sobie z ułatwieniem i propagowaniem powszechnego otwartego licencjonowania.

  • Możemy się nie zgadzać co do cech obydwu typów licencji – cel jednak mają wspólny: powstanie wyzwolonego społeczeństwa informacyjnego.


Posted by alek at 18:09 | Comments (120)

17.10.2004: świat dla imperiów działa inaczej

Być może nie całkiem na temat, ale przypomina mi się zarówno Bruno Latour, “naukowcy społeczni są zawsze o jedną wojnę do tyłu” za techno-społecznymi Książętami, którzy rozpracowują, ustawiają, wykorzystują i rządzą zarówno ludźmi jak i maszynami; ale też Wiktor Pielewin i “Generacja Pi”.

Świat już tak nie działa. Jesteśmy imperium i działając tworzymy własną rzeczywistość. Podczas gdy wy badacie tą rzeczywistość – w całkiem rozsądny sposób – my w tym czasie znów zadziałamy, tworząc nowe rzeczywistości, które także możecie badać, i w ten sposób rzeczy się układają. Jesteśmy aktorami w teatrze historii…a wam, wam wszystkim pozostanie tylko badanie tego, co zrobimy??
Tak wypowiedział się doradca prezydenta Busha cytowany przez Rona Suskinda w dzisiejszym NYTimes, rysując wizję świata także niczym z Baudrilliarda. I gdzieś na tej granicy, między stwórcami i badaczami, a nie pomiędzy online i offline należy szukać podziału na prawdziwą rzeczywistość i rzeczywistość wirtualną, pytanie tylko, która jest którą.


Posted by alek at 22:21 | Comments (88)

Słuchałem ostatnio mp3 z przemówieniem Lawrence’a Lessiga wygłoszonym podczas konferencji Usenix 2.0 (przemówienie dotyczyło spraw związanych z Free Culture). Lessig mówi w nim, że ideologia, którą w swych działaniach kierują się wielkie korporacje i twórcy systemu własności intelektualnej, prowadzi do sytuacji, w której “po raz pierwszy w historii dinozaury będą kontrolować ewolucję”.
Rzeczywiście tak jest. Zabawnie robi się wtedy gdy styl retro staje się trendy, rewolucja niejako wykonuje chwilowy w tył zwrot. Wtedy dinzoaury zaczynają kontrolować rozwój własnych skamielin:
Retropod tworzył obudowy do iPodów ze zużytych walkmanów Sony Sports Walkman – oczywiście do czasu, gdy Sony się zorientowała i zabroniła dystrybucji. I to nie tylko dlatego, że “konsumenci mogą błędnie uwierzyć, że firma Sony jest powiązana z odtwarzaczem iPod”, ale także dlatego, że “mogą błędnie uznać, że Sony jest zacofana w swoich rozwiązaniach i odchodzi od miniaturyzacji, gdyż rozmiar obudowy odtwarzacza jest stosunkowo spory jak na dzisiejsze standardy”.
I tu kryje się myśl niesamowita: Sony obawia się, że widok wielkich odtwarzaczy Sony na ulicach zadziała jak czarny PR. Po raz kolejny okazuje się, że codzienna konsumpcja to pole bitwy, a zwykły konsument wiele może swoimi codziennymi wyborami. Myślę, że nie pozostaje nic innego niż obnosić się ze sprzętem sprzed 10, 20 lat, choćby to były nie działające atrapy.

Do tego wszystkiego komentarz Doctorowa:
“Coś takiego, 20 lat od obrony praw konsumenta przed Sądem Najwyższym w sprawie Betamax z 1984 roku. Hey, fuck you too, Sony.”


Posted by alek at 12:55 | Comments (1)

16.10.2004: remiksy prezydenckiej kampanii w USA

W Stanach trwa kampania wyborcza, w Stanach od lat Internet gra coraz większą rolę w kampaniach wyborczych. W Internecie dzieje się dużo ciekawych rzeczy, pytanie na ile znaczących, jeśli chodzi o zasięg i wpływ w porównaniu z wpływem telewizji. Mnie najbardziej podobają się remiksy, które biorą za wyjściowy materiał relacje z politycznych debat (np. Bush / Kerry), czy np. przemówień w trakcie konwencji Republikanów. Zdaje się, że bawić w remiksy wolą się demokraci, zamieszcza je nawet Partia Demokratyczna na swojej głównej stronie. Co ciekawe, te krytyczne z założenia remiksy tak naprawde hołdują idei sfery publicznej opartej na “sound bites”, krótkich wycinkach i wrażeniach budowanych w oparciu o sekundowe ujęcia. Estetyka wideoklipu wrzucona do polityki ma się świetnie, choć nie jest najlepszym pomysłem. Filmiki bardzo efektowne, pytanie czy trochę niezbyt efekciarskie.


Posted by alek at 13:11 | Comments (1)

13.10.2004: "piractwo IP" to śmiertelne zagrożenie


  • Amerykański Departament Sprawiedliwości opublikował raport na temat reformy systemu prawa autorskiego. Prokurator generalny John Ashcroft stwierdził na konferencji prasowej, że
    Department jest przygotowany rozpocząć największe i najbardziej agresywne w historii naszego kraju natarcie na przestępstwa przeciw własności intelektualnej.
    Departament tym samym poparł dwa kontrowersyjne akty: INDUCE Act (o którym już pisaliśmy, a ktoś w komentarzu stwierdził, że to “oczywista bzdura”) oraz kryminalizujący pasywne korzystanie z sieci p2p PDEA Act.
    Nowe plany departamentu poparły organizacje RIAA i MPAA, ta ostatnia dziękując departamentowi za “ochronę naszej krajowej gospodarki przed śmiertelną groźbą piractwa własności intelektualnej”.
    “Raport”: http://www.cybercrime.gov/IPTaskForceReport.pdf, Justice Dept. wants new antipiracy powers na ZDNet.
  • Tymczasem INDUCE Act został zatrzymany (na razie), w amerykańskim Senacie, a wielkie korporacje odwołały się od decyzji MGM v. Grokster, w której sąd uznał, że właściciele sieci p2p nie ponoszą częściowej odpowiedzialności za nielegalne działalności prowadzone z ich pomocą.

  • W Wielkiej Brytanii zarekwirowano, bez uzasadnienia, serwery indymedia.org. W akcji uczestniczą władze USA, UK, Szwajcarii i Włoch,. Włoskie władze ogłosiły, że dochodzenie dotyczy potencjalnych związków Indymedia z “globalnym terroryzmem”.


Jednym słowem nie jest najlepiej, a to tylko skandalicznie okrojony wybór wątków i wiadomości.
(A na froncie domowym spamerzy ciągle nas atakują, jakby tego wszystkiego było mało).


Posted by alek at 15:30 | Comments (12)

12.10.2004: XIX wieczni poeci kodu za kod ginęli

“Międzynarodowy język powinien być, tak jak każdy język narodowy, wspólnym dobrem, dlatego też autor zrzeka się na wszelkie czasy swoich osobistych praw do tego języka”. Taką informację zawarł na początku podręcznika Esperanto Ludwik Zamenhof, który na sto lat przed Richardem Stallmanem stworzył pod koniec XIX wieku ruch open source. Tak przynajmniej uważa Leo Findeisen, który w błyskotliwym tekście Some Code to Die For. On the Birth of the Free Software Movement in 1887 przedstawia historię Starych Języków (międzyludzkich), Nowych Języków (maszynowych) oraz języków zaplanowanych takich jak Volapük czy Esperanto, które są waznym ogniwem w ewolucji od Starych do Nowych Języków. (Tekst jest także dostępny po niemiecku i w Esperanto)
Tekst jest pełen świecidełek, błyskotliwych myśli dotyczących poetów kodu (Findeisen stwierdza, że pojęcie haker jest już całkiem anachroniczne – czego dowodzi zresztą dzisiejszy program na TVN, gdzie w ramach Dnia Bezpieczeństwa Komputerowego dwóch hackerów w maskach słoników hackowało strony domowe SLD i PO ku uciesze gawiedzi, a dwóch innych, ujętych w tonacji mocno matriksowej, buszowało po sieciach ku przerażeniu tłumów; a całość okraszały wypowiedzi przedstawicieli Microsoftu i Symanteca, które subtelnie zachęcały nas do pamiętania o własnym bezpieczeństwie [“co 2 użytkownik stwierdził w badaniu, że włamano mu się do komputera!”]i konsumpcji ochronnej), społeczności programistów jako ukonstytuowanych przez język, tylko że programowania (pięknie wszystko zaczyna nam grać, gdy przypomnimy sobie o rozwoju państw narodowych przy wsparciu narodowych języków, oraz o Eriku Raymondzie, który wczesną wspólnotę amerykańskich hackerów nazwał Unix nation), Volapük jako podręcznikowego przykładu groźby rozwidlania się projektów oraz Esperanto jako wzorowo wykonanego open source-owego procesu doskonalenia kodu.


Posted by alek at 21:44 | Comments (0)

7.10.2004: DJ DangerMouse chce rozweselać ludzi za darmo


W Stanach trwa właśnie konferencja Web 2.0, która pozwala “dołączyć do twórców start-upów i tytanów przemysłu podczas pierwszej na świecie konferencji poświęconej internetowemu biznesowi drugiej generacji” (więcej przydatnych informacji: streszczenia prezentacji, często strumienie audio, jest na stronie theweb2.0weblog).
Cieszy mnie, że – jak donosi Jeffrey Veen – podczas panelu pt. “Music is a platform” przedstawiciele biznesu prowadzili jedynie “mało inspirującą dyskusję na temat tego, jak trudno dzisiaj zarabiać pieniądze, jak ludzie ciągle kradną i jak można temu zapobiec”.
Gwiazdą panelu okazał się DJ Dangermouse, który wsławił się na początku tego roku wyprodukowaniem albumu “Grey Album”, w którym zmiksował wokale Jay-Z z płyty “Black Album” z muzyką Beatlesów z “White Album”. Jay-Z dał zgodę na miksowanie jego kawałków, sample z Beatlesów były natomiast nielegalne. Zrobiło się z tego spore zamieszanie, EMI przez chwilę groziło DJowi procesem, sprawa w końcu ucichła, tylko DangerMouse pozostał sławny (dużo informacji na Meatball Wiki, dokumentacja internetowej akcji poparcia dla Grey Album na stronie Grey Tuesday, sama płyta nadal dostępna, za darmo, na stronie Illegal Art).

dangermouse.JPGW każdym razie DJ DangerMouse jest dobrym kandydatem do opowiadania, co dzisiaj dzieje się z muzyką. I opowiedział, o tym jak nagrał płytę na pirackiej wersji programu muzycznego Acid firmy Sony, nie przejmując się ewentualnym procesem, bo nie miał nic do stracenia. A na pytanie, czyja jest wina, że w imię wielkich fortun psuje się demokrację i technologię, DJ Dangermouse stwierdził:
Odpowiedzialni są artyści, ponieważ z jakiegoś powodu zakładamy, że za rozweselanie ludzi należą nam się miliony. Nie martwię się tym za bardzo, ponieważ ta sytuacja skończy się wkrótce. Rynek rozweselania ludzi zostanie popsuty przez dzieciaki, które zrobią to za darmo.

PS. Kleptones wydali właśnie płytę A Night at the Hip Hopera, na której miksują stertę hip hopu z zespołem Queen. Płyta w duchu muzycznej i samplowej rewolucji, wyraźnie podkreślanej, zbiera w Internecie świetne recenzje i jest dostępna całkowicie i jedynie za darmo.


Posted by alek at 19:19 | Comments (9)

6.10.2004: .eu zamiast .int

Im bardziej internet staje się codziennością, im mniej zastanawiamy się nad jego strukturą i funkcjonowaniem, przyjmując go po prostu jak inne media i źródła informacji, tym rzadziej powraca temat domen i ich zarządzania. Uświadomiłam to sobie po przeczytaniu krótkiej notki w euobserver.com na temat wprowadzenia domeny .eu.
EURid, firma, wybrana do zarządzania domeną .eu ma pod koniec miesiąca podpisać wreszcie kontrakt z Komisją Europejską. Przepychanki z .eu trwają już prawie dwa lata, a EURid nadal nie ma jeszcze umowy z ICANNem, od którego zależy czy europejska domena w ogóle zostanie wpisana na listę przyjętych domen.
Zanim jednak będzie można zarejestrować jakąkolwiek stronę w domenie .eu minie kolejne kilka miesięcy, stanie się to najwcześniej w sierpniu 2005. Cały proces hamują między innymi procedury związane z rozszerzeniem Unii. Dodatkowo pierwszeństwo rejestrowania nazw w nowej domenie bedą mieli przez 4 pierwsze miesiące właściciele znaków towarowych.
Wprowadzenie domeny .eu oznacza odejście od używanej do tej pory przez instytucje europejskie domeny .int. i zmianę nazw wszystkich oficjalnych nazw unijnych stron internetowych.
Ciekawe jak duże zamieszanie spowoduje przejście. Nie przypominam sobie operacji o podobnej skali dokonanej w stosunkowo stabilnej przestrzeni internetu. Cała ta historia dodatkowo pokazuje, jak "oddolnie" budowany internet jest w gruncie rzeczy kontrolowany odgórnie przez wąskie grupy decydentów, którzy są ograniczani przez machinę biurokracji.

Posted by justyna at 15:44 | Comments (3)

Internetowe narzędzia często działają na zasadzie szalki Petriego: wylej pożywkę i zobacz co wyrośnie. Twórcy wymyślają sobie jedno użycie, albo niezbyt nawet użycie znają, a resztę dopowiadają użytkownicy, robiąc z narzędziami niestworzone czasem rzeczy, robiąc z nimi co chcą. Dziś znalazłem świetny przykład twórczego wykorzystania dostępnych narzędzi do własnych celów. Podoba mi się, gdy ktoś widzi różne aplikacje (forum, blog, itd.) jako po prostu pojemniki na różnego rodzaju treść, ułatwiające jakiś rodzaj manipulacji na niej, i wychodzi poza sztywne ramy wyznaczone przez internetowy konwenans i ograniczoną czasem wyobraźnię projektantów.

W portalu gazeta.pl znajduje się forum chleb domowej roboty, które żyje już własnym życiem, ale zaczynało właściwie jako strona WWW poświęcona pieczeniu chleba, a nie żadne forum. autorka pierwszego postu wrzucila szereg linkow o pieczeniu, i zastrzegla, ze bedzie posty kasowac, przebierac w nich, a wszystko po to, zeby bylo wiecej dobrych linkow o pieczeniu chleba. Do tego dobudowala z czasem galerię zdjęć chleba wypieczonego według recept z forum – do tego celu użyła gazetowego systemu blogowego blox.pl.

świetna sprawa. zastanawia fakt, że takie niekonwencjonalne użycia mogą utrudniać dotarcie do nich samych – przynajmniej tradycyjnymi kanałami (wyszukiwarki). ale jeśli tylko ??społeczność??, w której krąży autorka to ludzie z forum gazety.pl, to nagle okazuje się, że jest to świetny patent na rozpropagowanie tematu (zamiast np. na darmowej stronie w wp.pl).

Posted by alek at 12:51 | Comments (2)

Tim O’Reilly dał w lutym 2004 odpowiedź na pytanie o firmę Amazon, jej sukces i open source, która pokazuje, że owo open source to już na pewno nie jest ruch społeczny, a raczej byt rozdwojony, jak sam Internet, na połówkę komercyjną i nie-. Jednym słowem pora przestać myśleć o tym, że open source zbawi świat i zacząć myśleć, jak można zbawiać świat z open source.

O sukcesie Amazon, zdaniem O’Reilly’ego, decyduje kilka czynników:


  • Amazon używa infrastruktury open source, ale ponieważ w ogóle nie dystrybuuje kodu (swoich aplikacji używa jedynie sama firma), nie musi wypuszczać kodu. W nowym świecie Internetu, software jest usługą, a nie artefaktem, zauważa O’Reilly.

  • Od infrastruktury ważniejsza jest stworzona przez Amazon architektura uczestnictwa, która zatrudnia miliony użytkowników do budowania wartości firmy: Wyjątkowe w amazon.com jest to, co dodali użytkownicy

  • Od jakiegoś już czasu Amazon, choć nie zamierza otwierać kodu, stara się go na pewne sposoby udostępniać – na przykład poprzez Amazon Web Services API, które daje dostęp do bazy danych Amazon, nie odsłaniając jej jednak całkowicie.

  • Amazon, zdaniem O’Reilly, otwiera się na innowację z zewnątrz i zapewnia fleksybilność usług swoim klientom, jednak “nie daje użytkownikom konkurencyjnej przewagi”, co jak rozumiem znaczy, że przede wszystkim wykorzystuje ich do własnych celów.


Zdaniem O’Reilly’ego podstawowym zadaniem dla środowiska open source jest zrozumienie, jak z open source korzystają takie firmy jak Amazon, Google, Yahoo czy EBay (zadaniem ważniejszym niż przyjęcie się Linuksa na desktopach). Jeśli dodamy do tego rosnącą rolę open source w administracjach rządowych, okaże się, że rewolucję społeczną zastąpiła (równie być może istotna), rewolucja biurokratyczna i biznesowa.


Posted by alek at 8:48 | Comments (63)

4.10.2004: Pęczak w Polityce: "nowi piraci"

Milknąca płyta Mariusza Mirosława (pardon) Pęczaka (w ostatniej Polityce) jest dobrym przykładem biało-czarnego widzenia kwestii rozprowadzania treści przez Internet. Widzenia, które dla wygody cały proceder kryminalizuje pod etykietkami “piractwa” i “kradzieży”. Pęczak albo nie odrobił lekcji albo też woli stawiać proste, dobitne tezy – tymczasem niekoniecznie jest tak, jak pisze w nagłówku tekstu, że “Kolejny cios [sprzedaży płyt] zadał Internet”.
Denerwuje mnie, że Pęczak jednym ciągiem pisze o komercyjnym piractwie wymienianiu się muzyką w Internecie, które nazywa “piractwem nowego typu”.
Najlepsze rozwiązanie to być może w ogóle Pęczaka nie czytać i posłuchać innych:


  • Jacek Kuroń w Rzeczpospolitej dla moich wnuków: “korsarzami zysku” są wielkie korporacje.

  • Aaron Swartz (za Makowski und Pepe):
    “Kradzież jest złem. Ale ściaganie z sieci nie jest kradzieżą. Jeśli ukradnę płytę z lokalnego sklepu, nikt inny jej nie kupi. A gdy ściągnę z sieci piosenkę, nikt jej nie traci, a kolejna osoba zyskuje. Brak problemu etycznego”. Swartz przytacza też rozwiązanie problemu proponowane przez Terry’ego Fishera z Harvardu: podatek od użytkowniku broadbandu w wysokości kilkudziesięciu dolarów rocznie pokryłby rzekome straty artystów, jednocześnie umożliwiając udostępnienie całej powstającej muzyki za darmo w sieci (więcej na ten temat).

  • Felix Oberholzer i Koleman Strumpf, The Effect of File Sharing on Record Sales. An Empirical Analysis: “Wymiana plików ma jedynie ograniczony wpływ na sprzedaż muzyki” (czasem jest to wręcz wpływ pozytywny).


Posted by alek at 11:17 | Comments (75)

3.10.2004: linux: skrzywione użycie

Linux.pl cytuje raport Gartnera dotyczący popularności Linuksa:

regiony, określane jako “rosnące gospodarki” (Europa Wschodnia z Rosją, Azja i Pacyfik, Ameryka Południowa), gdzie korzystanie z Linuksa jako pierwszego systemu operacyjnego na kupowanym pececie jest szczególnie wyraźne. W Chinach i Rosji dotyczy to nawet 40% sprzedawanych komputerów, w Europie Wschodniej średnio 11,2%.

Gdzie kryje się haczyk? W 80% przypadków Linuks nie jest docelowym systemem operacyjnym – są nimi Windows, które są instalowane z pirackiej kopii na komputerze tańszym o koszta legalnej ich wersji.

To kolejny przykład, że open source nie jest prostym lekarstwem na społeczno-informatyczne bóle, lecz jedynie oprogramowaniem, którego otwartość czyni je równocześnie nieodpornym na wszelkie rodzaju przejęcia dla dowolnych celów.


Posted by alek at 9:12 | Comments (16)

1.10.2004: czerski: co z tymi ebookami?

Czerski napisał fajny tekst o ebookach, także w polskim kontekście, także o tym jak Tomasz Lis napadł na sieci p2p po tym, jak okazało się, że 1000 osób ściągneło sobie cyfrową, nielegalną wersję jego nowej książki.

Czerski porównuje rozprowadzanie plików mp3 z rozprowadzaniem ebooks i dochodzi do wniosku, że w przypadku księgarzy ebook może być ich przyjacielem, bo to darmowa reklama, a niewiele ludzi przeczyta całą książkę na ekranie. Trudno się z nim nie zgodzić.

W tym samym duchu pisał zresztą jakiś czas temu Doctorow w Ebooks: Neither E, Nor Books.

Warto też przeczytać tekst z Rzeczpospolitej, w którym opisano sprawę Lisa i Osloskopu, strony z linkami do plików w eMule. Warto, bo dobrze pokazuje, w jaki sposób myślimy o wymianie w sieciach p2p: natychmiast zrównujemy ją z komercyjnym piractwem. Jednym tchem wymienia się piratów z wielkimi tłoczniami nielegalnych CD i piratów z p2p; drukarzy pirackich książek i ludzi kopiujących wzajemnie, za darmo, nielegalne ebooki.

Łączy ich jedno – nie płacą autorom za ich dzieła. Widzę jednak dużą różnicę między robieniu tego za darmo i za pieniądze.
Nie widzą jej natomiast artyści i przedstawiciele biznesu, którzy odmieniają słowa kradzież_ i _złodziej przez wszystkie możliwe przypadki w odniesieniu do sieci p2p i ich użytkowników – a tak naprawdę brak solidnych danych potwierdzających, że wymiana p2p powoduje spadek zysków w Polsce. Bowiem jeśli ich nie powoduje, to może denerwować, ale niekoniecznie jest prosto rozumianą “kradzieżą”.

Myślę, że termin pirat niedługo stanie się równie niejasny co pojęcie haker, które przemieszało się lata temu i do dziś nie da się tego odkręcić. Czasem przeraża mnie siła skojarzenia haker = przestępca (=mafia), ostatnio media rozpisywały się o ujęciu siatki warezowców, porównując ich do zorganizowanej przestępczości i struktur mafijnych. Mam podejrzenie, wynikające np. z lektury “Hacker Crackdown” Sterlinga (za darmo w sieci! legalnie! np. tu), że proste kategorie używane do opisu przestępczości tylko zaciemniają obraz sytuacji.

Posted by alek at 14:01 | Comments (43)
witajcie, przyjaciele!
planujemy iCommons Polska

Uczestniczymy w pracach przygotowawczych do stworzenia iCommons Polska, polskiej odnogi projektu Creative Commons.

tłumaczymy na polski Free Culture Lawrence'a Lessiga

Terminal jest poświęcony monitorowaniu i socjologicznemu namysłowi nad zmianami, jakie powoduje rozwój nowych mediów.
Nowe komentarze wydarzeń i linków pojawiają się co tydzień.
! Na stronie o nas znajdziesz informację o autorach terminala.
ENGYou will find information about authors of the terminal on the about us page.


archiwum
ostatnio dodane
najnowsze komentarze
linki
CZARNY LUD
to tłumaczenia tekstów, które w krótkich formach kryją głęboką refleksję o internecie i jego okolicach. Każdy tekst jest też dostępny jako gotowy do druku PDF. Nasze palce są czarne od tuszu drukarek.
!William Gibson: W KLESZCZACH DRA SATANA

!Bruce Sterling: CIEMNA STRONA WOLNOŚCI. ŻELAZNA PIĘŚĆ, NIEWIDZIALNA DŁOŃ, I WALKA O DUSZĘ OPEN SOURCE

movable type
Creative Commons License
Blog na licencji
Creative Commons.