30.09.2004: SAGE udostępnia artykuły za darmo
Na stronie Sage Journals Online można do końca października przeglądać, czytać i zachowywać teksty z archwiwów wszystkich czasopism wydawanych online przez wydawnictwo Sage. Jest wśród nich kilka pism także o internecie i nowych mediach.
26.09.2004: Google wspomaga cenzurę chińskiego Internetu?
Pamiętam pierwszy raz, gdy dowiedziałem się, że Google istnieje. Pamiętam, że tak jak wszyscy prędko się Googlem zachwyciłem, doszło do tego, że dzisiaj tak przyzwyczaiłem się, że “wyszukiwać” to jedynie synonim “googlować”, że trudno mi zrozumieć, że mniej niż 100% użytkowników korzysta z Google’a. Pamiętam też chwilę gdy pisaliśmy z Justyną tekst o Internecie i wyszukiwarkach i gdy stało się dla mnie jasne, że Google to kolejna firma, do rąk której powoli spływa spora władza nad Internetem (tu i tu pojawia się wizja “GooOS”, sieciowego systemu operacyjnego budowanego powoli przez Google). Pamiętam, gdy dowiedziałem się, żę motto Google’a brzmi “Nie czyń zła” i pomyślałem sobie, że takie motto z łatwością może stać się jedynie pobożnym życzeniem. Oczywiście wolelibyśmy myśleć, że Google wśród firm jest wyjątkowy, bo to odszczepieniec namaszczony duchem Internetu.
New Scientist donosi, że Google wspiera chińską cenzurę Internetu poprzez niepublikowanie w chińskiej wersji Google News kontrowersyjnych artykułów. Google twierdzi, że materiały i tak nie byłyby dostępna zza chińskiego Wielkiego Firewalla.
Dan Gilmore martwi się ale nie jest zdziwiony, i przypomina, że firmy z sektora nowych technologii nie od dziś współpracują z chińskim rządem: chiński system cenzurujący korzysta, na przykład, ze sprzętu Cisco.
24.09.2004: Łódzka policja nie radzi sobie z Command i z Control
Historia kompletnej klapy, jaką okazało się wyposażenie łódzkiej policji w system “Command & Control” świetnie ukazuje to, co głoszą krytycy uproszczonych wizji wpływu technologii. Pokazuje, jak rzeczywistość okazuje się dużo bardziej skomplikowana i bagnista, jak technologie i ich efekty utykają w gęstych sieciach ludzkich przyzwyczajeń, instytucjonalnych niewydolności, kłopotów z używaniem złożonych narzędzi, itd.
Ciekaw jestem, czy przed wdrożeniem lub w jego trakcie ktoś skupił się na ostatnim: na analizie przygotowania policjantów i policji jako instytucji do korzystania ze skomplikowanych narzędzi: czy w radiowozach jest miejsce dla czegoś tak złożonego jak laptopy? A może trzeba było zastosować palmtopy? I tak dalej.
Przypomina mi się doktorat Any Viseu, która badała wykorzystanie przenośnych komputerów przez monterów zatrudnionych przez kanadyjską telekomunikację. (na jej stronie domowej można znaleźć teksty opisujące odpowiednie kwestie teoretyczne, ja nie znalazłem jednak opisu samych badań empirycznych, a szkoda, bo jej obserwacje są ciekawe).
(tekst chwilowo dostępny na stronach gazeta.pl, a na dłużej tutaj)
22.09.2004: Elvis Costello też się buntuje
Kolejny artysta walczy z reżimem własności intelektualnej. Na okładce najnowszej płyty Elvisa Costello, “Delivery Man”, znajduje się następujące ostrzeżenie “Anty-pirackie ostrzeżenie FBI. Nielegalne kopiowanie jest karalne zgodnie z prawem federalnym”. Ponad nim znajduje się komentarz Costello: “Artysta nie popiera następującego ostrzeżenia. FBI nie posiada jego numeru telefonu, a on ma nadzieję, że także nie posiada Twojego”.
(za ScienceFictionTwin)
PS. Nienawidzę spamu w komentarzach, mam już serdecznie dosyć ciągłego pielenia tego komentarzowego ogródka.
20.09.2004: benefis Creative Commons
Jutro, we wtorek 21 września, w Nowym Jorku odbędzie się benefis na rzecz “Creative Commons”http://creativecommons.org zorganizowany przez pismo Wired. Wystąpią David Byrne (znany m.in. jako lider Talking Heads) oraz Gilberto Gil, brazylijski muzyk i Minister Kultury.
Koncert będzie transmitowany na żywo od 2 rano polskiego czasu. Aby go obejrzeć przygotujcie odtwarzacze Quicktime i wycelujcie przegląarki tutaj.
10.09.2004: Janosik i neutralność programowa państwa

W dzisiejszej gazecie Hubert Salik pisze o monopolistycznej pozycji Płatnika, opracowanego przez Prokom i działającego jedynie pod Windows programem do elektronicznego rozliczania się z ZUS, na który skazani są przedsiębiorcy.
Cała historia jest ciekawa, bo historia Płatnika oraz Janosika, programu open source o podobnych funkcjach, który bezskutecznie próbuje rozbić ustanowiony przez ZUS monopol, jest podręcznikowym przykładem zalet open source oraz kłopotów z jego wdrażaniem.
Polecam trzy fragmenty.
Pierwszy, w którym przedstawiciel ZUS zdaje się nie znać, lub udawać że nie zna, dowodów na temat skuteczności otwartych i zamkniętych metod programowania, twierdząc że:
Prawo się zbyt szybko zmienia. Przy zamkniętym systemie szybciej możemy wprowadzać zmiany. Przy otwartym systemie w tym okresie może pojawić się chaos.
W drugim okazuje się, że Ministerstwo Nauki i Informatyzacji i ZUS planują testy alternatyw dla Płatnika, ale na razie nie udostępniają informacji o standardach kodowania i szyfrowania, bez których to danych Janosik poprawnie działać nie będzie. ZUS zasłania się prawem autorskim, twierdząc, że te dane są intelektualną własnością Prokomu. Twórcy Janosika nawet złamali system Płatnik i odpowiednie dane uzyskali, ale nie mogą ich wykorzystać. (O takich szczegółach i historii całej sprawy Gazeta pisze w tekście Jak to z Janosikiem było.
Trzeci fragment dotyczy biurokratycznej pułapki: ustawowo płatnicą mają móc się rozliczać z dowolnej platformy komputerowej, która jest “powszechnie używana w kraju”. To oczywiście powinno oznaczać Maca, Linuksa i Windows, ale jak źle pójdzie, to “powszechne” zostanie pomylone z “dominujące” i jedynie Windows zostaną uznane za taką platformę.
Więcej informacji znajdziecie na stronie Janosika. Natomiast “Vagla.pl” przypomina, że przed sądem administracyjnym toczą się dwa procesy przeciwko ZUS-owi, wytoczone przez jednego z programistów Janosika oraz przez ISOC Polska, o udostępnienie potrzebnych informacji (strona z informacjami o ISOC/RWO i udostępnieniu informacji publicznej).
Zapomniałbym o dobrych wieściach! Po wprowadzeniu ustawy o informatyzacji firmy i odpowiednich rozporządzeń, mniej więcej za 2 lata, będzie można używać alternatyw dla Płatnika.
(za 7th guard)
8.09.2004: Wired: internet, a nie Internet
Właśnie odkryłem, że Wired zdecydowało się zmienić zasady pisania nazw takich jak Internet czy Sieć. Od połowy sierpnia obowiązuje w Wired pisownia tych nazw z małej litery.
Dlaczego? Prosta odpowiedź jest następująca: nie istnieje żaden powód, aby je pisać z wielkiej litery. Szczerze mówiąc taki powód nigdy nie istniał.
W przypadku internetu, pajęczyny i sieci, zmiana naszych reguł pisowni stała się konieczna, abyśmy zrozumieli, czym internet jest: jednym z wielu mediów pozwalających dostarczać i odbierać informację.
(Dodam, że Wired zachowa szacunek dla dzieła Tima Berners-Lee i zachowa pisownię World Wide Web z wielkiej litery).
Myślę, że warto wziąć przykład z Wired. W Polsce tymczasem Rada Języka Polskiego proponuje rozwiązanie dość dziwaczne=, oparte na braku zrozumienia faktu, że w przypadku internetu medium i system to jedno i że nazwy “internet” nie można użyc jako nazwy pospolitej dla każdej sieci komputerowej:
Uważam zatem, że (...) słowo [Internet / internet] można pisać dwojako: 1. wielką literą – gdy się ma na myśli konkretną globalną sieć (np. w zdaniu ‘Zakładał nowy system w Internecie, a w XXX już go założył’- przy czym XXX byłoby nazwą innej globalnej sieci, gdyby taka istniała) 2. małą literą – gdy traktuje się sieć jako medium, a nie system, który to medium “obsługuje” (np. Znalazł to w internecie).
Link.
7.09.2004: Prince: P2P? Nie ma się czego bać.
Ostatni, wrześniowy numer Wired zawiera wywiad z Princem, kolejnym artystą, który zdaje się nie mieć problemów z dostosowaniem do przemian w świecie muzyki.
Prince nie tylko wydaje płyty we własnej wytwórni NPG, ale posiada też serwis internetowy NPG Music Club. Jego członkowie, po wniesieniu jednorazowej opłaty w wysokości $25, mają dostęp do wideoklipów, nagrań wideo z koncertów, chatów z artystami i ekskluzywnych kolekcji mp3 dostępnych jedynie w serwisie. Także prawo zakupu biletów na koncerty w przedsprzedaży oraz zarezerwowane najlepsze miejsca na widowni.
Najnowszy album, Musicology, Prince dołącza za darmo do biletu na swój koncert. I twierdzi, że liczy się tylko to, by muzyka dotarła do ludzi, każdy możliwym sposobem. Spytany, czy ma też na myśli sieci P2P, stwierdził:
”Wymiana plików zachodzi wtedy, gdy ludziom zależy bardziej na JAKOŚCI niż ilości. Jeśli CD z 20 piosenkami zawiera jeden dobry kawałek, to jest to oszustwo. Korporacje, które do tego doprowadziły, spotka los na jaki zasłużyły. Na dobre czy na złe, po każdej akcji następuje reakcja. MP3 to tylko narzędzie. Nie ma się czego bać”.
6.09.2004: NYT: spam i anty-spam
When E-Mail Points the Way Down the Rabbit Hole jest sprytnym komentarzem, opublikowanym w New York Timesie, dotyczącym spamu, anty-spamu i tajnego życia informacji. Jest też okazją do sprawdzenia, czy rzeczywiście da się obejść archiwum NYT, o czym kiedyś już wspominałem.
Pułapki ustawione wokół archiwum NYT powodują, że ta notka jest najwygodniejszym sposobem zachowania wspomnianego tekstu – co robię w dużej mierze z powodów osobistych. Niemniej tekst warto przeczytać, bo jest zabawny, a także zawiera wypowiedź Sherry Turkle, która widzi w spamie przykład “technologii żyjącej własnym życiem” – a poglądy Turkle na technologię zawsze były dla mnie intrygujące.
5.09.2004: Wikipedia
Na LinuxNews znajduje się zgrabny tekst o Wikipedii, internetowej encyklopedii powstającej na zasadach przypominających programowanie _open source. W angielskojęzycznym Internecie temat Wikipedii powraca regularnie, większość dyskusji dotyczy jej rzetelności jako źródła informacji. Zdania są podzielone, jedno jest pewne – Wikipedia ciągle rośnie i jest flagowym przykładem zastosowania metody open source poza informatycznym gettem.
Przy okazji artykuł informuje, że Onet zamyka – wprowadzając opłaty za korzystanie – swoją bazę wiedzy. Tego rodzaju wydarzenia to podstawowy powód, dla którego tak ważne są projekty takie jak Wikipedia, których nikt nigdy nie “zamknie”.
2.09.2004: Artefakt-> Maszyna-> Przedmiot-> Gizmo-> Spime

Polecam, jeszcze raz, przemówienie Sterlinga z konferencji SIGGRAPH. W poprzednim wpisie przywołałem je jedynie jako dowód związku Sterlinga z designem. Zapomniałem dodać, że jest to fascynujący tekst o przyszłości przedmiotów, o tym co wydarzy się z rzeczami dookoła nas w dobie chipów RFID, ubiquitous computing (jak to tłumaczyć – “wszechobecna komputronika”?) i Google’a. Sterling przedstawia historię przedmiotów, które kolejno były Artefaktami, Maszynami, Produktami i Gizmami. Gizmo to produkt naszych czasów, “tworzony i używany przez end users”.
Gizmo jest czymś w rodzaju Produktu, ale zamiast zachowywać się w sposób przewidywalny i rozsądny – czego oczekuje masowy rynek posłusznych konsumentów – Gizmo jest otwartym projektem technicznego rozwoju.
W przypadku Gizmo, rozwój przedmiotu został przekazany użytkownikowi.
Gizmo, w przeciwieństwie do Maszyny lub Produktu, nie jest wydajne. Posiada dziwaczną, barokową, czasem wręcz szaloną liczbę funkcji.
Gizmo delikatnie balansuje na granicy między towarem i chaosem.
I tak dalej. Jakby tego było mało, w dalszej części swojego przemówienia Sterling zapowiada koniec epoki Gizmo i nadejście Spime’ów: przedmiotów z tożsamością.
Co dla mnie najważniejsze, to że Sterling, mówiąc swoim futurystycznym, seksownym stylem, w gruncie rzeczy przedstawia zawiłe założenia z gruntu filozofii technologii, badań nad społeczeństwem, nauką i technologią (STS), które np. Bruno Latour przedstawia w dużo bardziej ciężkostrawny sposób.



CZARNY LUD


