31.08.2004: Sterling: pogoda w internecie była dziś paskudna
Bruce Sterling, którego blog sprawił na mnie tak odświeżające wrażenie w lipcu, znów zachwyca drobnym szczegółem.
Zamieszczając wpis pod tytułem Man, that Banner Ad is especially ugly today, Sterling jednym zdaniem wzniósł się ponad dyskusje o komercjalizacji internetu (treści, które często są tak przesiąknięte komercją jak wszystko inne i bannery nic tu nie zmienią), ponad rozmowy o niższości serwisów z banerami, itd.
Sterling od poczatku ignorował trendy w blogowaniu i designie stron, wyśmiewał konieczność posiadania RSS, kpił sobie z webdesignu. Bije z tego oczywiście ironia, gdyż design Sterlinga poważnie interesuje, o czym świadczyć może choćby jego przemówienie podczas ostatniego festiwalu SIGGRAPH, When Blobjects Rule the Earth.
Wracając do wspomnianego wpisu, Sterling pokazuje nam, że internet jest czasem równie niezależny od naszych zachcianek, co pogoda. Jedyne co można zrobić to wstać, podejść do internetu, i stwierdzić: “ale dziś paskudnie”.
Jako odtrutkę Sterling proponuje garść pięknych grafik Ernsta Haeckela.
30.08.2004: Peter Gabriel o muzyce i końcu świata
CNN zamieściło wywiad z Peterem Gabrielem na temat Internetu i przyszłości muzyki. Gabriel jest nie tylko muzykiem, ale założycielem dwóch firm zajmujących się dystrybucją muzyki poprzez Internet. Pierwsza z nich, On Demand Distribution (OD2) jest przedsięwzięciem komercyjnym, które sprzedaje internetowym sklepom muzycznym informatyczne zaplecze, dzięki któremu wszystko płynnie w nich działa. Magnificent Union of Digitally Downloading Artists (MUDDA), stworzona z Brianem Eno, jest projektem bardziej idealistycznym – właścicielami sklepów mają być sami muzycy, a dystrybutor-pośrednik staje się niepotrzebny.
Gabriel ma więc sporo do powiedzenia o przyszłości muzyki, wytwórni płytowych i internetu. Wywiad zaczyna się następującym cytatem, który - tak jak cytat wczorajszy, choć trochę w innym tonie - zgrabnie, w jednym zdaniu, opisuje obieg i rynek muzyki dzisiaj:
”Powstaje nowy świat – a inny umiera – artyści, jeśli się w jego powstanie nie zaangażują, zostaną zrobieni w konia, tak jak zazwyczaj”.
(za ooops.pl)
29.08.2004: Bruthus o przerwach, Bjork o muzyce, Bogu i internecie
Aby zakończyć kolejną (krótką) przerwę na terminalu mogę tylko zacytować Bruthusa piszącego tak o stanie po przerwie w pisaniu:
"Po przerwie można wrócić do pracy z jeszcze większą energią. A przerwa w pisaniu bloga jest co jakiś czas wręcz niezbędna, choćby po to, żeby z zapałem móc pisać go dalej. I nie usunąć go z sieci".
Zgadzam się z Bruthusem, że przerwy są przydatne, że należy je chwalić i szanować – aby wyrwać się z kołowrotu ciągłego dodawania treści, ciągłego aktualizowania, ciągłego bycia na czasie.
Przemysł informatyczny, zdaniem Stark i Neff jest w ciągłym stanie beta: na rynek i w Internet są wypuszczane niedokończone wersje programów – tylko tak firmy mogą utrzymać pozycję wobec konkurencji. Oczywiście produkty konkurencji są paradoksalnie równie beta. A użytkownik przyzwyczaja się do ściągania coraz to nowych łatek, do używania wadliwych programów. Firmy wykorzystują też rzesze użytkowników jako darmową siłę roboczą przy wyszukiwaniu błędów i wad.
Pułapka ciągłego stanu beta dotyczy też pisania blogów. Wtedy kolejne wpisy stają się niczym więcej niż sygnałami na internetowych radarach: mam nowy wpis, jestem, żyję, pamiętaj o mnie. To trochę jak z nastolatkami, wśród których ciągłego SMSowanie staje się podobno towarzyskim przymusem.
Aby na dobre przypomnieć o istnieniu terminala, by zabłysnąć jasnym błyskiem na waszych radarach, przytoczę cytat z wywiadu z Bjork, która o prawach autorskich i internecie mówi w sposób słuszny, choć niekonwencjonalny:
“Wiesz, zakrawa na ironię, że w chwili gdy prawnicy i biznesmeni wypracowali metodę kontrolowania muzyki, pojawił się internet i wszystko rozpierdolił”. Bjork ponownie pokazuje fucka i wywija dłonią w powietrzu. “Boże pobłogosław internet”, dodaje.
A co stanie się z Tobą?
“Ja nadal tam będę, wymachując w powietrzu piracką flagą”.



CZARNY LUD


