25.07.2004: INDUCE Act - nowy pomysł na zwalczanie piractwa

W ostatnim tygodniu liczne serwisy informacyjne przyniosły niepokojące doniesienia o kolejnych próbach ustawowego ograniczania nielegalnego procederu wymialny plików. W imie walki z piractwem amerykański senator Orrin Hatch zgłosił tzw. INDUCE Act , na podstawie którego producenci technologii, która umożliwia użytkownikom popełnianie nielegalnych czynów, takich jak np. kopiowanie i przesyłanie materiałów chronionych prawami autorskimi, będą mogli być pociągnięci do odpowiedzialności karnej.

W zamierzeniach nowa ustawa miała uderzyć przede wszystkim w sieci wymiany plików p2p. W praktyce stawia pod znakiem zapytania legalność wszelkiego sprzętu, który pozwala na kopiowanie i przenoszenie treści, jak np. iPod.
Jak twierdzi Wired INDUCE Act , to próba zweryfikowania tzw. rozporządenia Sony Betamax, które uznawało, że każde urządzenie, które może być stosowane do legalnych celów jest legalne. Dzięki Betamax możliwy stał się rozwój rynku DVD.

Wprowadzenie INDUCE Act to, według licznych przedstawicieli środowisk producentów i programistów, "pierwszy krok ku zagładzie Internetu". Według NetCoalition i Consumer Electronics Association ustawa jest największym od 20 lat zagrożeniem dla rozwoju technologii.
Kolejne tygodnie pokażą jaki będzie los kontrowersyjnej ustawy. Polecam strony Corante , gdzie znajduje sie omówienie ustawy i różnych stanowisk.

Posted by justyna at 12:22 | Comments (2)

20.07.2004: BugMeNot

BugMeNot jest serwisem, który udostępnia konta (login i hasło) do serwisów, które wymagają rejestracji. Nie chodzi tu o korzystanie za darmo z płatnych serwisów, raczej za możliwość używania darmowych serwisów bez ujawniania własnych danych osobowych.

Pomysł jest dobry, sprawa jest przydatna – ale przede wszystkim duch, w którym BugMeNot stworzono jest naprawdę słodki. Na stronie projektu znajduje się np. informacja o tym, że dobrowolne wpłaty na konto twórców nie są potrzebne, gdyż twórcy mają ochotę zrobić coś za darmo. I że jeśli podany przez system login nie działa, to najlepsze co można zrobić, to poświęcić chwilę czasu, stworzyć nowy i wprowadzić do systemu.

Jakby tego nie było dosyć, użytkownicy Mozilli mogą skorzystać z dodatku BugMeNot. Dodatki Mozilli to rzecz wspaniała, szczególnie w najnowszych wersjach Mozilli i Firefoksa, w których wygrywanie dodatków jest bardzo ułatwione. Kolejny powód, żeby się przełączyć.

PS. Okazuje się, że dodatek do IE też istnieje - jest dostępny tutaj.


Posted by alek at 16:15 | Comments (0)

19.07.2004: jedna technologia, wiele światów

Rozwikłanie kwestii różnic w stosowaniu technologii i mediów pomiędzy narodami i regionami zawsze wydawało mi się dużym kłopotem, szczególnie jeśli chodzi nie o same przykłady, lecz teorię, która pozwoli je zrozumieć. Kwestia wydaje się istotna, skoro tyle się mówi o jednym Internecie, globalnej sieci – a jednocześnie są powody by myśleć, że na jednej technologicznej gałęzi rośnie wiele internetów rozumianych jako sfery kulturowe, światy społeczne.

Mam poczucie, że z tym próbuje sobie poradzić Bruce Sterling, o którym niedawno pisałem i który ciągle szuka inności w Internecie, robi to bardzo konsekwentnie, jakby chciał kontaktem z innością pchnąć swoje myślenie w odpowiednim kierunku.

Tym razem Sterling wziął na tapetę zdjęcie SMSujących Iranek i zauważył, że pięć lat temu pomyślałby: “Pewnie piszą coś w stylu ‘W0w! Britney Spears! That 4 me!’”.

Dzisiaj, pięć lat później, uważa, że Amerykanie nie chcą mieć nic wspólnego z SMSami, które bardziej odpowiadają ruchliwym Europejczykom i Azjatom. A Iranki nie SMSują o BRitney, która to z kolei ich za grosz nie obchodzi, lecz, na przykład, o Stanach szantażujących kraje trzeciego świata, które produkują leki na AIDS bez odpowiednich licencji.

Pytanie, jak wyjść ponad poziom intuicji i obserwacji takich, jak ta powyższa. Dr Sadie Plant, etnograf wynajęta przez Motorolę, by zrozumieć społeczną stronę używania komórki, pozostała raczej na poziomie anegdot takich jak rosnąca rola kciuków w życiu japońskiej młodzieży, ściśle związana z używaniem komórek. Takie tylko anegdoty ujawnia przynajmniej dostępny za darmo raport On the mobile sedna sprawy nie dotknęła.

Jasne więc jest, że także korporację próbują tę wyjątkowość uchwycić, by dostosować komórki do lokalnych potrzeb. Te czasem są niezrozumiałe – w Stanach dużo bardziej niż w Europie popularne są komórki z otwieraną klapką. Dla nas kluczowe jest pytanie: czy to w ogóle coś znaczy, czy to w ogóle jest istotne?

ilkone.jpg

Worldchanging blog podaje za Gizmodo, że mieszcząca się w Dubaju firma IlkoneTel wypuściła na rynek komórkę Ilkone, która wskazuje drogę do Mekki, przypomina sygnałem o porach modlitwy (do wyboru także nawoływania muezzinów z Kairu, Mekki i Mediny), automatycznie przelicza daty z kalendarza gregoriańskiego na kalendarz Hijri oraz zawiera pełen tekst Koranu. Także “fajne gry akcji” oraz “modne dzwonki”, oczywiście. I tu najistotniejsze może być pytanie, jaka miałaby być komórka dla Polaków??

Posted by alek at 20:40 | Comments (12)

18.07.2004: 2005: Król wychodzi na wolność

zygiinred.jpg

Gdy rozmawiamy w Polsce o Creative Commons, czasem pojawiają się głosy, że nie do końca CC w Polsce jest potrzebne, bo u nas sytuacja jest inna, niż w Ameryce. Bo podawane przez Lessiga czy Doctorowa przykłady problemów z coraz bardziej zaborczym systemem własności intelektualnej wynikają ze specyfiki amerykańskiego prawodawstwa. Według niektórych przykłady wzięte z ameryki na polskim gruncie są nieprawdziwe, populistyczne.

Jest bardzo prawdopodobne, że istnieje specyfika polskiego prawodawstwa w kwestiach własności intelektualnej. Jednak wydaje sie, że – szczególnie po wejściu do UE – podlegamy ogólniejszym trendom, które wyznaczają – w tym przypadku – wielkie medialne korporacje. Wydaje mi się, że w tej sytuacji lepiej zapomnieć o różnicach, zacisnąć może nawet zęby i przetransplantować na nasz grunt amerykański eksperyment jakim jest Creative Commons. Alternatywą wydaje się być bowiem chowanie głowy w piasek, które szybko zaczyna się stawać kolejnym przykładem ślepej wiary w naszą wyjątkowość, dzięki której – tak nam się wydaje – odnajdziemy się w nowej, cyfrowej i technologicznej rzeczywistości, w sposób zupełnie inny niż wszyscy, a jednak równie skuteczny. Takie myślenie we wspaniały sposób napiętnował Edwin Bendyk w “Końcu utopii”, rozdziale “Zatrutej studnii”, który kończy się takim zdaniem:

“Tak oto, gdy w społeczeństwach zaawansowanych trwają

zmagania, które zadecydują o rozwiązaniu podstawowej

sprzeczności „turbokapitalizmu” – władzy nad wiedzą – my rozwiązujemy ten problem w sposób niestandardowy.

Po prostu rezygnujemy z wiedzy”.

Piszę o tym po przeczytaniu w Reutersie tekstu European Copyright Clock Ticking on Elvis Hits. Okazuje się, że pierwsze z hitów Elvisa Presley’a zostały wydane w 1955 roku i w związku z tym na początku 2005 roku, zgodnie z europejskim prawodawstwem, trafią do domeny publicznej i także Ty będziesz mógł wydać własną składankę utworów Króla. W USA, po przyjęciu przez Kongres Sonny Bono Copyright Term Extension Act, utwory Elvisa podlegają ochronie przez 95 lat – a więc do roku 2050, w którym to będę mógł wydać własną kompilację utworów Króla jako szczęśliwy 80-latek.

Sytuacja jest wyjątkowa i wspaniała. “Niedługo będzie miało miejsce wygaśnięcie praw autorskich do nagrań dźwiękowych powstałych w trakcie eksplozji brytyjskiej muzyki popularnej w późnych latach 50-ych a później 60-ych, nie tylko Beatlesów”, zauważa Peter Jamieson, szef British Phonograph Industry.

W związku z tym wydłużenie okresu obowiązywania praw autorskich do dzieła jest, według Reutersa, podstawowym punktem zmian legislacyjnych, o które w Europie lobbuje przemysł muzyczny. I z tego właśnie powodu, i ze względu na pamięć o Królu Rock’n’Rolla, warto myśleć o Creative Commons w Polsce.

Zdjęcie zostało wzięte ze strony pana Zygi'ego Szymańskiego, Największego na Świecie Naśladowcy Elvisa.


Posted by alek at 14:28 | Comments (1)

Ben Hammersley po raz kolejny zachwyca na łamach Guardiana, tym razem pisząc o przetasowaniach na rynku przeglądarek w artykule pt. The Second Browser War

Pierwsza z przeglądarkowych wojen miała miejsce w 1997 roku, gdy wielu z nas pewnie jeszcze w Internecie nie istniało. Wtedy to, w ciągu jednego roku, przeglądarka Netscape zaczęła tracić udział na rynku na rzecz Internet Explorera, który wkrótce kompletnie zdominował rynek i jest dziś używany przez 94% Internautów.

W tym tygodniu udział Microsoftu na rynku przeglądarek spadł po raz pierwszy w historii, choć na razie tylko o jeden procent.

Hammersley uważa, że ten malutki spadek zapewne jest początkiem dłuższego trendu. Większość artykułu to bardzo sprytne spojrzenie na rynek przeglądarek, na którym niedługo na całego rozpocznie się wojna między Microsoftem i jego własnymi, zamkniętymi rozwiązanami, a koalicją innych firm – takich jak Mozilla, Apple czy Google, które swoje aplikacje opierają na otwartych standardach.

Jeden ciekawy wątek dotyczy właśnie otwartości i jest dobrym przykładem subtelnych sposobów, w które otwartość kodu przekłada się na inne wartości. Hammersley pisze, że:

“Dzisiaj różnica polega na tym, że – poza Operą – konkurenci wobec dominującego IE nie robią tego dla pieniędzy: chcą jedynie lepszej przeglądarki. W 1997 roku, przeglądarka Netscape’a była loss leaderem (produktem, na którym firma traci, chcąc w zamian przyciągnąć klientów do swojej szerszej oferty) promowanym w celu zwiększenia sprzedaży oprogramowania serwerowego. W tym roku, Netscape finansuje otwartą przeglądarkę Mozilla, innego loss leadera – ale w celu zapewnienia wszystkim lepszej przeglądarki.”

Drugi, równie ciekawy wątek dotyczy możliwości kompletnej transformacji nie tylko rynku przeglądarek, ale całego rynku oprogramowania komputerów osobistych, który nastapi, jeśli powstanie nowa platforma aplikacji oparta o otwarte standardy i przeglądarkę, a nie desktop. Platforma taka zniszczyłaby oczywiście monopol Microsoftu, istniejący w oparciu o dwa flagowe produkty: Windows i Office. Pierwszym przykładem takiej sieciowej aplikacji jest gmail, system poczty elektonicznej oferowany przez Google’a.

Dobrym tekstem na temat posunięć Google’a jest The Secret Source of Google’s Power, w którym Rich Skrenta twierdzi, że Google buduje pierwszy element wielkiego światowego komputera i odpowiadającego mu systemu operacyjnego, na którym działałyby aplikacje dostępne dla wszystkich przez przeglądarkę.

Na ten temat już dawno temu pisał Tim O’Reilly w tekście Hardware, Software, and Infoware, który ukazał się w 1999 roku w książce Open Sources: Voices from the Open Source Revolution (dostępnej w całości online!).


Posted by alek at 13:36 | Comments (11)

15.07.2004: tragedia zamkniętego archiwum

Wired opublikowało Searching for the New York Times, świetną analizę skutków utrzymywania przez NYT zamkniętego archiwum, do którego po tygodniu trafiają dostępne darmowo (po rejestracji) bieżące artykuły. Podobnie w Polsce robi Gazeta Wyborcza, Rzeczpospolita i sporo innych wydawnictw.

Zdaniem autora NYT, które obecnie jest najpopularniejszym internetowym dziennikiem, być może skazuje siebie na porażkę blokując dostęp do archiwalnych artykułów – zamknięte archiwum nie jest bowiem katalogowane przez wyszukiwarki. Podoba mi się wyrażona niebezpośrednio teza, że to wyszukiwarki agregujące różne źródła informacji, a nie na przykład chmura blogów, są nowym źródłem wiadomości, których tradycyjnie szukaliśmy w gazetach.

W tekście jest dużo ciekawych faktów o modelu finansowym NYT – z którymi powinny się zapoznać polskie wydawnictwa. Wydaje się, że model NYT jest nieco absurdalny: pojedynczy artykuł z archiwum kosztuje $3, trzy razy więcej niż egzemplarz wydania papierowego. NYT utrzymuje płatne archiwum z prostego powodu – dzięki temu otrzymuje $20 milionów rocznie od firmy Lexis-Nexis, która sprzedaje subskrypcje do elektronicznych archiwów wszelkiego rodzaju.

Pod koniec tekstu pojawia się sugestia, że lepszy byłby model, w którym płacimy za informacje bieżące, a archiwum jest darmowe. Przez ostatnie kilka miesięcy korzystałem z newsletterów gazety.pl i muszę przyznać, że prędzej zapłaciłbym za nie, niż za dostęp do archiwum.

Darmowo dostępne archiwum jest ogólnie rzecz biorąc świetnym pomysłem, z którego w Polsce powinny korzystać wszystkie możliwe wydawnictwa. Żadne z nich nie zarabia zazwyczaj na archiwalnych numerach: ani pisma komercyjne, których stare numery są odsprzedawane na polskich dworcach, ani tym bardziej wydawnictwa niszowe, naukowe, itp., prowadzone nie dla zysku i wydawane w małych nakładach. W ich wypadku, stworzenie archiwum nie powoduje żadnych strat, przynosi pożytek społeczny, a także liczne korzyści, które nawet mogą przełożyć się na zysk.

Wracając do NYT, istnieje narzędzie, które pozwala obejść zabezpieczenia archiwum gazety, jeśli zadziałamy w porę. New York Times Links Generator potrafi przerobić URL bieżącego, dostępnego archiwum do postaci, która będzie linkować do artykułu nawet po jego zamknięciu w archiwum.

Na marginesie dodam, że ten hack systemu NYT został napisany przez Aarona Swarza, nastoletniego hakera i doradcę Creative Commons. Zawsze w takim wypadku zachwycam się po raz kolejny światem, w którym nastoletni bohaterzy są w stanie samodzielnie przywracać równowagę w świecie mediów.


Posted by alek at 10:18 | Comments (1)

11.07.2004: "Guardian" o patentach

W Guardianie ukazał się tekst Bena Hammersley’a na temat patentów na oprogramowanie, świetnie skonstruowana piguła informacji.

Prawo patentowe jest “jednym z najbardziej lobbowanych elementów Europejskiej legislacji” – Hammersley na samym początku rozwiewa wątpliwości wszelkich sceptyków. Kwestia patentów to jeden z lepszych przykładów, że w naszych technicznych demokracjach, kod nabiera wartości społecznej i politycznej.

Artykuł zgrabnie pokazuje, dlaczego patentowanie programowania, będącego zapisem abstrakcyjnych idei, nie jest dobrym pomysłem (prawodawstwo europejskie zezwala na patentowanie programów, jeśli posiadają one “techniczny wynik”).

Hammersley poleca lekturę strony amerykańskiego urzędu patentowego, który udostępnia bazę danych aktualnych aplikacji. Podobno pełno tam głupot i dziwactw. W tekście znajduje się dobry przykład takiej patentowej głupoty: otrzymany przez Amazon patent, który daje im wyłączne prawo używania systemu, który poprzez email zapytuje odbiorcę o jego adres, gdy nadawca prezentu zamówionego przez Amazon nie zna adresu, jedynie tenże email.

Z dobrych wiadomości, Electronic Frontier Foundation rozpoczęła Patent Busting Project, w ramach którego koalicja organizacji będzie się starała obalić amerykański zapis umożliwiający patentowanie oprogramowania.

W Polsce UKIE rozpoczęło internetową debatę publiczną na temat dyrektywy UE dotyczącej patentów.
Wiele informacji o kwestii patentów na oprogramowanie (po polsku) znajduje się na polskiej stronie FFII.


Posted by alek at 19:54 | Comments (10)

10.07.2004: Wolny Fahrenheit

f911.jpg

Mike Moore, reżyser “Fahrenheit 9/11” wyraził zgodę na niekomercyjne kopiowanie filmu w Internecie – donoszą Creative Commons weblog oraz BoingBoing.

Moore powiedział gazecie Sunday Herald:

Nie zgadzam się z systemem praw autorskich i nie przeszkadza mi, że ludzie kopiują mój film i dzielą się z innymi, o ile nie robią tego dla zysku. [...] Powodzi mi się wystarczająco dobrze, a film nakręciłem, bo chcę zmienić świat. Im więcej osób go obejrzy, tym lepiej – więc cieszę się, że to ma miejsce.

Xeni Jardin z BoingBoing zauważa, że kolejny przełom nastąpi, gdy reżyser taki jak Moore wypuści film na licencji Creative Commons lub wyrazi zgodę na kopiowanie przed premierą (podobnie jak to się zaczyna dziać z książkami. Inni zauważają oczywiście, że sławni filmowcy mogą sobie pozwolić na tego typu komentarze, gdy ich film odniósł już sukces kasowy.

4 dni później BoingBoing opublikował instrukcje, jak ściągnąć kopię Fahrenheit 9/11 przez BitTorrent. (Według niektórych krążące po internecie bootlegi są niekompletne).

Najciekawsze w tym wszystkim jest towarzyszące sprawie zamieszanie, o którym piszą więcej Sunday Herald i BoingBoing – głosy w kwestii piractwa filmu, krytyka (oczywista) RIAA, ciche poparcie dla Moore’a ze strony producenta, Lions Gate Films oraz głosy z prawej strony sali, które namawiają do nielegalnego kopiowania filmu – aby zmniejszyć dochody Moore’a. Film znalazł się na chwile nawet na stronie archive.org, gdzie przechowywane są liczne wolnodostępne filmy, jednak szybko został z niej zdjęty.

Posted by alek at 13:31 | Comments (1)

7.07.2004: Seminarium nt. Creative Commons!

Bardzo serdecznie zapraszamy do udziału w seminarium pt. "Czy nadmierny rozwój praw autorskich zagraża rozwojowi kultury?", które odbędzie się 13. lipca o godz.16.00 w Centum Sztuki Współczesnej (W-wa, Al. Ujazdowskie 6).
Więcej informacji poniżej i na na stronie seminarium.

„Czy nadmierny rozwój praw autorskich może zagrażać rozwojowi kultury?”
Idea licencji Creative Commons a specyfika warunków polskich

Seminarium towarzyszące wystawie „Entuzjaści”

13 lipca 2004, godz. 16
Centrum Sztuki Współczesnej
Sala KinoLab

Creative Commons to powołana do życia w USA organizacja pozarządowa, której misją jest poszukiwanie równowagi pomiędzy coraz bardziej restrykcyjną polityką praw autorskich, a w pełni nieograniczonym wykorzystaniem artystycznego i naukowego dorobku innych. Kwestia ta staje się szczególnie istotna w dobie gwałtownego rozwoju nowych technologii, które z jednej strony otworzyły niesłychane możliwości przed działalnością artystyczną, a z drugiej ułatwiły dystrybucję utworów i ich kopiowanie bez straty jakości.

Starając się sprostać wymogom zmieniającej się rzeczywistości Creative Commons proponuje przejście od reguły „wszystkie prawa zastrzeżone” do zasady „pewne prawa zastrzeżone”. W tym celu został stworzony zestaw ogólnodostępnych licencji przeznaczonych dla autorów, muzyków i innych twórców, którzy chroniąc swoje podstawowe prawa autorskie mogą jednocześnie rozszerzyć dotychczasowe zasady udostępniania wyników własnej pracy szerokiej publiczności.

Seminarium ma na celu przybliżenie podstawowych idei Creative Commons oraz zainaugurowanie szerokiej dyskusji na temat możliwości przeniesienia licencji Creative Commons na grunt polskiego prawa autorskiego.

PROGRAM SEMINARIUM
- Prezentacja głównych idei Creative CommonsJustyna Hofmokl, Szkoła Nauk Społecznych PAN i Alek Tarkowski, Central European University
Głosy wprowadzające do dyskusji:
- Perspektywa prawna – mec. Maciej Kliś, Katedra Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego
- Głosy wydawców Konrad Cezary Kęder, FA-art., prezes zarządu Fundacji Otwarty Kod Kultury oraz Jan Rurański, prezes zarządu Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych
- Spojrzenie niezależnego twórcyJarosław Lipszyc, poeta i redaktor „Życia Warszawy”
- Ocena techniczna – Tomasz Skalczyński, informatyk i przedsiębiorca
Moderatorzy: Edwin Bendyk, „Polityka” i Łukasz Ronduda, CSW

Posted by justyna at 11:12 | Comments (2)

Bruce Sterling, futurysta, pisarz SF i działacz ekologiczny (Austin Chronicle, gazeta wydawana w mieście, w którym mieszka, określa go jako "sławnego autora/futurystę/tatę/maestro przyjęć") prowadzi niesamowity blog: Beyond the Beyond.

Sterling na wiele może sobie pozwolić, ale przede wszystkim jest postacią nieprzeciętną, z wyraźnym zamiarem przyświecającym jego blogowi (prowadzonemu najwyraźniej na zamówienie Wired), tak innym od założeń większości blogów.

Sterling robi bowiem wszystko inaczej. Publikuje dużo zdjęć, ale w sposób niechlujny, tak inny od wycyzelowanych fot z fotoblogów. Jakby wiedział, że blog to forma siermiężna, notatnik, który nam ukazuje (innym mistrzem tej formy publicznego notatnika jest pisarz komiksów Warren Ellis, który na swoim blogu, Die Puny Humans, dzieli się z resztą świata wycinkami, które dowodzą, że świat dookoła nas jest dziwniejszy od fikcji). Sterling szuka w Internecie egzotyki i obcości: pisze o brazylisjkiej elektronice albo perskich gwiazdach popkultury. W ostatnim tygodniu zalał swój blog zdjęciami z Chorwacji.

Jakby tego było mało, do blogowania zaprosił swoją córkę, która pomiędzy wpisy taty wkleja doniesienia ze świata gry Lineage II, okraszane ogromnymi screenshotami.

Razem, Sterling i spółka oferują moim zdaniem punkt widzenia, z którego widać Internet w całej jego dziwaczności.

Posted by alek at 6:05 | Comments (0)
witajcie, przyjaciele!
planujemy iCommons Polska

Uczestniczymy w pracach przygotowawczych do stworzenia iCommons Polska, polskiej odnogi projektu Creative Commons.

tłumaczymy na polski Free Culture Lawrence'a Lessiga

Terminal jest poświęcony monitorowaniu i socjologicznemu namysłowi nad zmianami, jakie powoduje rozwój nowych mediów.
Nowe komentarze wydarzeń i linków pojawiają się co tydzień.
! Na stronie o nas znajdziesz informację o autorach terminala.
ENGYou will find information about authors of the terminal on the about us page.


archiwum
ostatnio dodane
najnowsze komentarze
linki
CZARNY LUD
to tłumaczenia tekstów, które w krótkich formach kryją głęboką refleksję o internecie i jego okolicach. Każdy tekst jest też dostępny jako gotowy do druku PDF. Nasze palce są czarne od tuszu drukarek.
!William Gibson: W KLESZCZACH DRA SATANA

!Bruce Sterling: CIEMNA STRONA WOLNOŚCI. ŻELAZNA PIĘŚĆ, NIEWIDZIALNA DŁOŃ, I WALKA O DUSZĘ OPEN SOURCE

movable type
Creative Commons License
Blog na licencji
Creative Commons.