30.09.2003: hegemonia kontra blogi

W Gazecie Wyborczej z ostatniego weekendu (27-28.09.2003) czeski publicysta Vaclav Bielohradsky, w tekście "Era ubóstwienia własnego głosu", dotyczącym Ameryki Busha i wojny w Iraku, porusza kwestie blogow. Pojawienie sie słowa "blog" w kontekście zupełnie nie-internetowego tekstu jest znakiem niezłej przemiany, jaka najwyraźniej zaszła od czasu, gdy 2 lata temu Talko pisał w GW o blogach zupełnie inaczej. Ale nie sądźcie, że blogi weszły na salony, gdzie przebywają wielcy tego świata, że pajęczyna rozproszonych blogowych głosów stałą się opiniotwórczą medialną potęgą. Uwagi Bielohradsky'ego są najlepszym potwierdzeniem mojego przekonania, że traktowanie blogosfery jako znaczącego aktora medialnego lub politycznego jest jednak przesadą. Są też ciekawym głosem w dyskusji na temat sił rozproszonych form działania, jakich pełno w dzisiejszych ruchach społecznych.

"Po czwarte, za sprawą strategicznego udziału mediów w wojnie z Irakiem byliśmy świadkami nadużycia słownika cywilizacji zachodniej w wymiarze dotychczas niespotykanym. "Blef na skalę globalną podczas transmisji na żywo" - pisał francuski filozof Paul Virilio.

Określenie embedded information - które tłumaczę jako "informacje (kultura, idee, obrazy, komunikacja w ogóle) wbudowane w gmach hegemonii amerykańskiej" - uważam za kluczową metaforę bushyzmu. Czołg namierza 14. piętro hotelu Palestine w Bagdadzie, gdzie zakwaterowano wszystkich niezależnych dziennikarzy. Bum! - hiszpański dziennikarz jest martwy, kilku innych raniono. Podobno ktoś strzelał z dachu, ale żaden z dziennikarzy tego nie widział. Działaliśmy zgodnie z "prawem do obrony własnej" - oznajmia rzecznik prasowy [armii amerykańskiej]. Ubolewanie tak, przeprosiny nie - bezpieczeństwo możemy zagwarantować tylko dla embedded information.

[...]

Relacje z wojny z Irakiem to koniec informacji wertykalnej potwierdzonej autorytetem dziennikarza, który ją opracował, zinterpretował i samodzielnie nadał jej kontekst. Rozpoczęła się era informacji horyzontalnej, której modelem jest blog albo strona internetowa ze zbiorem linków. Takie strony redagują iraccy dysydenci, niezależni dziennikarze, eksperci, zaangażowani przeciwnicy lub zdeklarowani zwolennicy wojny (zob. np. www.warblogs.cc; www.blogsofwar.com). Na ogół na owych stronach mieszają się teksty, obrazy, komentarze z różnych źródeł, uwagi wskazujące na różne możliwe "wersje faktów", a także zapisy odczuć, pojęć, półpojęć i emocji. Ta horyzontalna, niezróżnicowana sieczka nie jest wprawdzie embedded information, nie ma jednak wystarczającego ciężaru własnego, by mogła obalić choćby deklarację prezydenta Busha, że okupowany "Irak jest krajem wolnym". Blog to informacja w stanie medialnej nieważkości."

Posted by alek at 0:51 | Comments (9)

21.09.2003: Piraci

Ostatnie wydanie tygodnika FORUM (nr 37, 15-21.09.2003) na temat tygodnia wybrała zagrożenie, jakie dla koncernów medialnych stanowi kopiowanie muzyki, filmów i programów przez sieci p2p. Artykuł nazywa się "Wszystko kradzione. Internet zabija kulturę" i jest tłumaczeniem tekstu z DER SPIEGLA, który - choć po przeczytaniu całości okazuje się być w miarę wyważony - na pierwszy rzut oka przeraża:
"Muzyczni giganci nie wytrzymali. W ubiegłym tygodniu największe koncerny fonograficzne podały do sądu 261 internetowych piratów, którzy bezkarnie i za darmo ściągali z sieci pliki z piosenkami. Problem w tym, że takich wirtualnych korsarzy są miliony - żaden nie przestanie kraść, bo kradzione tuczy. Wszyscy należą do nowego pokolenia "darmochy", które wykreował internet".

Nieźle, prawda? Mnie najbardziej podoba się użycie słowa "pirat". Odpowiednie wyrazy, określenia, to broń po którą media sięgają natychmiast. Zapowiada się podobny przekręt, jak w przypadku hakera, który z programisty stał się elektro-bandytą. Tak samo pirat, który jeszcze do niedawna zajmował się zarabianiem na nielegalnym handlu muzyką, filmami czy programami ("pirat ze stadionu X-lecia") teraz jest każdą osobą ściągającą pliki z sieci p2p. Za darmo. "Piraci", "korsarze", oraz katastroficzny ton tekstu działają na mnie przygnębiająco, gdyż dowodzą, że media w Polsce nie do końca interesuje przedstawianie rzetelnego obrazu rzeczy, tylko tworzenie cyber-paniki. Rozumiem, redaktorzy wychodzą z założenia, że nudne i skomplikowane zagadnienia z pogranicza techniki i spraw społecznych zainteresują czytelników tylko w postaci dającej się przełknąć piguły sensacji.

Dan Gilmore założył serwis Word Pirates, będący "słownikiem piracko używanych zwrotów":
"Pracownicy działów marketingu, politycy i cała reszta krótkowzrocznych, samolubnych osób o lepkich paluszkach wykrada nasze słowa. Nie dość, że stosują je do celów komercyjnych, to jeszcze zupełnie źle się z nimi obchodzą. Są Językowymi Piratami (Word Pirates), a my odzsykamy to, co zgodnie z prawem jest nasze."
Kwestia "piratów' zostaje poruszona na samym początku:
"Na przykład słowo "pirat" zostało opanowane przez wielkie tworzące treść korporacje (Big Content). Mówiąc "pirat" mają na myśli "każdego, kto dzieli się plikami". Prawdziwi piraci mordowali, gwałcili i kradli. Nie dzielili się muzyką, w słuszny lub niesłuszny sposób".

A katastrofa kultury? Oto jak wyobraża ją sobie FORUM:
"Wówczas jako pierwsze znikną wielkie wytwórnie płytowe, a wraz z nimi sklepy z płytami. [...] Epoka wielkich produkcji hollywoodzkich odeszłaby do lamusa. Filmy byłyby krótsze i mniej okazałe. [...] Żaden inwestor nie zdecydowałby się lokować ponad 100 milionów dolarów w drogie produkcje takie jak "Titanic", jeśli mógłby liczyć jedynie na wpływy ze sprzedaży kinowych biletów."
Da się chyba przeżyć. Mogę tylko polecić zamieszczony w CTHEORY tekst pt. Cardboard Resistance:Deconstructed Rock and the Politics of Authenticity, dotyczący niezależnego w sposób radykalny zespołu "Godspeed You Black Emperor" z Kanady, który wraz ze swoją wytwórnią "Constellation Records" skutecznie prowadzi działalność, którą autor tekstu nazywa artystycznym i politycznym ruchem opartym na dźwięku".

Co lepsze, w górnym rogu stron z "tematem tygodnia" znajduje się slogan "Cyberkomuniści - proletariat sieci". Hasło jest zupełnie przerażające i skrajnie głupie. Mogę tylko, jako odtrutkę, zaproponować cytat z dużo bardziej rozsądnego Lawrenca Lessiga, który w Open Code and Open Societies: Values of Internet Governance" pisze tak:
"Ta idea, czy też ideał, oprogramowania o otwartym kodzie źródłowym nie ogranicza się do systemu operacyjnego GNU/Linux. Także odnosi się do kluczowych technologii, dzięki którym działa Internet. I ta idea, czy też ideał, czynienia z efektu własnej pracy wspólnego dobra, oddawania tego, co się stworzy, bez jakiejkolwiek gwarancji otrzymania czegoś w zamian, może przypominać szalone ideały lat 60-ych, brzmieć szalenie idealistycznie: Marks przełożony na kod komputerowy. To idea obca wobec naszej tradycji, inna od myślenia, dzięki któremu nasz naród rozkwitł.
Chyba że pomyślimy jeszcze raz o nauce i sposobie, w jaki się rozwija. Podstawowa nauka działa podobnie [jak open source - AT], gdy postęp zostaje osiągnięty, jego efekty zostają przekazane kolejnemu pokoleniu. Albo gdy pomyślimy o tym, jak powstał internet. Niezależnie od post-komunistycznych uprzedzeń pozostaje faktem, że większość Internetu jest open source właśnie w tym sensie".

Posted by alek at 18:54 | Comments (64)

15.09.2003: EFF: Let the Music Play

thumb_p2p_fight.gif

"Masz dosyć bycia traktowanym jak przestępca za to, że korzystasz z systemów wymiany plików? Jesteś w dobrym towarzystwie. Ponad 60 milionów fanów muzyki (w USA) używa do wymiany ulubionych utworów programów peer-tp-peer takich jak Kazaa czy Morfeus. Jednak wytwórnie zastraszają providerów i ścigają studentów collegów starając się zabić wymianę plików. Czy nie nadeszła odpowiednia chwila na zmianę? ..."
W ten sposób Electronic Frontier Foundation reklamuje swoją najnowszą akcję "Let the Music Play" będącą odpowiedzią na serię procesów wytoczonych przez RIAA Amerykanom korzystającym z sieci p2p. Już pierwsze pozwy odbiły się szerokim echem i wywołały spore poruszenie nie tylko ze względu na bezprecedensową stanowczość w stosunku do niepoprawnych internautów, ale przede wszystkim na kuriozalne przypadki oskarżania dwunastoletnich piratów czy też nieświadomych dziadków, z których komputerów wnuki ściągały najnowsze programy i piosenki. EFF, organizacja od zarania Internetu walcząca w obronie podstawowych wolności w sieci, uważa że ani technologie umożliwiające wymianę plików ani pokusa łatwego dostępu do cyfrowej muzyki nie tylko nie są niczym nagannym, lecz wręcz powinny być wspierane przez producentów i wykonawców. Przeciwstawiając się praktykom RIAA i absurdalnym działaniom jej prawników EFF proponuje legalizację sieci p2p oraz wprowadzenie systemu umożliwiającego płacenie artystom z muzykę. Jedną z opcji na legalizację p2p jest stworzenie organizacji skupiającej wszystkich artystów, którzy wydadzą providerom bądź też samym użytkownikom licencję na wykorzystanie ich utworów w zamian za część zysków. Kolejną opcją jest dzielenie się z artystami zyskami z reklam zamieszczonych w takich serwisach. Można też myśleć o subskrypcjach na serwisy lub opłatach za ściągnięcie pojedynczego utworu. Innym proponowanym rozwiązaniem jest cyfrowy patronat czyli dobrowolne donacje na rzecz artystów.
Mimo, że rozwiązania proponowane przez EFF nie są specjalnie odkrywcze ani rewolucyjne i już odzywają się głosy krytykujące niektóre propozycje, akcja EFF wydaje się pierwszym tak poważnym przedsięwzięciem skierowanym nie tylko anty RIAA, ale przede wszystkim angażującym się w pozytywne rozwiązanie problemu, który narasta od kilku lat. Dziwię się, że działacze RIAA jeszcze wierzą, ze p2p da się po prostu zamknąć i przeciąć proceder kopiowania muzyki. Wszyscy, którzy korzystają z sieci wymiany plików liczą, że da się uratować tą rewelacyjną technologię jednocześnie zdejmując piętno przestępców z jej użytkowników.

Posted by justyna at 12:23 | Comments (61)

14.09.2003: bruce sterling: ciemna strona wolności

W klasyczny sposób - poprzez wakacyjną przerwę w nadawaniu - udalo nam się zakończyć pierwszy sezon terminalu. Pora powrócić.
Bruce Sterling zamieścił we wrześniowym wired świetne sprawozdanie ze zjazdu Open Cultures, odłamu ruchu open source skupiającego się na społecznych i kulturowych skutkach oprogramowania open source. Sprawozdanie jest bardzo krótkie i trudno, tak naprawdę się coś z niego dowiedzieć - za to okazuje się być dającym do myślenia esejem szukającym analogii między kryzysem komercyjnego oprogramowania o zastrzeżonych prawach autorskich oraz upadkiem Związku Radzieckiego. Sterling pisze zadziornie - i nazywa open source "Solidarnością technosfery"!
Oryginał, "Freedom's Dark Side", znajduje się tutaj. Tłumaczenie na polski jest dostępne w dwóch smakach: HTML oraz TXT.

Posted by alek at 18:55 | Comments (117)
witajcie, przyjaciele!
planujemy iCommons Polska

Uczestniczymy w pracach przygotowawczych do stworzenia iCommons Polska, polskiej odnogi projektu Creative Commons.

tłumaczymy na polski Free Culture Lawrence'a Lessiga

Terminal jest poświęcony monitorowaniu i socjologicznemu namysłowi nad zmianami, jakie powoduje rozwój nowych mediów.
Nowe komentarze wydarzeń i linków pojawiają się co tydzień.
! Na stronie o nas znajdziesz informację o autorach terminala.
ENGYou will find information about authors of the terminal on the about us page.


archiwum
ostatnio dodane
najnowsze komentarze
linki
CZARNY LUD
to tłumaczenia tekstów, które w krótkich formach kryją głęboką refleksję o internecie i jego okolicach. Każdy tekst jest też dostępny jako gotowy do druku PDF. Nasze palce są czarne od tuszu drukarek.
!William Gibson: W KLESZCZACH DRA SATANA

!Bruce Sterling: CIEMNA STRONA WOLNOŚCI. ŻELAZNA PIĘŚĆ, NIEWIDZIALNA DŁOŃ, I WALKA O DUSZĘ OPEN SOURCE

movable type
Creative Commons License
Blog na licencji
Creative Commons.