Pęczak w Polityce: "nowi piraci"
Milknąca płyta Mariusza Mirosława (pardon) Pęczaka (w ostatniej Polityce) jest dobrym przykładem biało-czarnego widzenia kwestii rozprowadzania treści przez Internet. Widzenia, które dla wygody cały proceder kryminalizuje pod etykietkami “piractwa” i “kradzieży”. Pęczak albo nie odrobił lekcji albo też woli stawiać proste, dobitne tezy – tymczasem niekoniecznie jest tak, jak pisze w nagłówku tekstu, że “Kolejny cios [sprzedaży płyt] zadał Internet”.
Denerwuje mnie, że Pęczak jednym ciągiem pisze o komercyjnym piractwie wymienianiu się muzyką w Internecie, które nazywa “piractwem nowego typu”.
Najlepsze rozwiązanie to być może w ogóle Pęczaka nie czytać i posłuchać innych:
- Jacek Kuroń w Rzeczpospolitej dla moich wnuków: “korsarzami zysku” są wielkie korporacje.
- Aaron Swartz (za Makowski und Pepe):
“Kradzież jest złem. Ale ściaganie z sieci nie jest kradzieżą. Jeśli ukradnę płytę z lokalnego sklepu, nikt inny jej nie kupi. A gdy ściągnę z sieci piosenkę, nikt jej nie traci, a kolejna osoba zyskuje. Brak problemu etycznego”. Swartz przytacza też rozwiązanie problemu proponowane przez Terry’ego Fishera z Harvardu: podatek od użytkowniku broadbandu w wysokości kilkudziesięciu dolarów rocznie pokryłby rzekome straty artystów, jednocześnie umożliwiając udostępnienie całej powstającej muzyki za darmo w sieci (więcej na ten temat). - Felix Oberholzer i Koleman Strumpf, The Effect of File Sharing on Record Sales. An Empirical Analysis: “Wymiana plików ma jedynie ograniczony wpływ na sprzedaż muzyki” (czasem jest to wręcz wpływ pozytywny).




CZARNY LUD


