2005: Król wychodzi na wolność

Gdy rozmawiamy w Polsce o Creative Commons, czasem pojawiają się głosy, że nie do końca CC w Polsce jest potrzebne, bo u nas sytuacja jest inna, niż w Ameryce. Bo podawane przez Lessiga czy Doctorowa przykłady problemów z coraz bardziej zaborczym systemem własności intelektualnej wynikają ze specyfiki amerykańskiego prawodawstwa. Według niektórych przykłady wzięte z ameryki na polskim gruncie są nieprawdziwe, populistyczne.
Jest bardzo prawdopodobne, że istnieje specyfika polskiego prawodawstwa w kwestiach własności intelektualnej. Jednak wydaje sie, że – szczególnie po wejściu do UE – podlegamy ogólniejszym trendom, które wyznaczają – w tym przypadku – wielkie medialne korporacje. Wydaje mi się, że w tej sytuacji lepiej zapomnieć o różnicach, zacisnąć może nawet zęby i przetransplantować na nasz grunt amerykański eksperyment jakim jest Creative Commons. Alternatywą wydaje się być bowiem chowanie głowy w piasek, które szybko zaczyna się stawać kolejnym przykładem ślepej wiary w naszą wyjątkowość, dzięki której – tak nam się wydaje – odnajdziemy się w nowej, cyfrowej i technologicznej rzeczywistości, w sposób zupełnie inny niż wszyscy, a jednak równie skuteczny. Takie myślenie we wspaniały sposób napiętnował Edwin Bendyk w “Końcu utopii”, rozdziale “Zatrutej studnii”, który kończy się takim zdaniem:
“Tak oto, gdy w społeczeństwach zaawansowanych trwają
zmagania, które zadecydują o rozwiązaniu podstawowej
sprzeczności „turbokapitalizmu” – władzy nad wiedzą – my rozwiązujemy ten problem w sposób niestandardowy.
Po prostu rezygnujemy z wiedzy”.
Piszę o tym po przeczytaniu w Reutersie tekstu European Copyright Clock Ticking on Elvis Hits. Okazuje się, że pierwsze z hitów Elvisa Presley’a zostały wydane w 1955 roku i w związku z tym na początku 2005 roku, zgodnie z europejskim prawodawstwem, trafią do domeny publicznej i także Ty będziesz mógł wydać własną składankę utworów Króla. W USA, po przyjęciu przez Kongres Sonny Bono Copyright Term Extension Act, utwory Elvisa podlegają ochronie przez 95 lat – a więc do roku 2050, w którym to będę mógł wydać własną kompilację utworów Króla jako szczęśliwy 80-latek.
Sytuacja jest wyjątkowa i wspaniała. “Niedługo będzie miało miejsce wygaśnięcie praw autorskich do nagrań dźwiękowych powstałych w trakcie eksplozji brytyjskiej muzyki popularnej w późnych latach 50-ych a później 60-ych, nie tylko Beatlesów”, zauważa Peter Jamieson, szef British Phonograph Industry.
W związku z tym wydłużenie okresu obowiązywania praw autorskich do dzieła jest, według Reutersa, podstawowym punktem zmian legislacyjnych, o które w Europie lobbuje przemysł muzyczny. I z tego właśnie powodu, i ze względu na pamięć o Królu Rock’n’Rolla, warto myśleć o Creative Commons w Polsce.
Zdjęcie zostało wzięte ze strony pana Zygi'ego Szymańskiego, Największego na Świecie Naśladowcy Elvisa.
jak zwykle - to wszystko nie jest takie proste. nasze czasy, nasz kontynent (EurAmeryka) - tu i tam - to czasy prawników. Microsoft opatentowal ludzka skóre (jako nosnik danych, data bus) (http://zdnet.com.com/2100-1104_2-5244766.html).
moze maja racje, moze to jest skomplikowana technologia - ale dokad to prowadzi? do tego, aby opatentowac rytm oddechu? kolejnosc kroków przy chodzeniu? i co jeszcze?
muzyka sie konczy, ta, jaka znalismy dotad. ilosc kombinacji jest ograniczona. dlatego ciekawi, aktywni, twórczy ludzie poszukuja. "Grey Album" jest tu tylko jednym z przykladów.
jak muzyka, tak wszelka ludzka aktywnosc jest forma WYMIANY. porozumiewania sie. komunii, komunikacji. ludzie od zawsze grali, spiewali. za darmo, za marne grosze - i byli (wtedy) zadowoleni. a potem przyszlo Prawo Autorskie, Wielkie Koncerny i RIAA. i walkman (http://www.ooops.pl/blog/index.php?p=104) który zniszczyl wspólnote, zamknal nas pod kloszami, pelnych gadgetów. produkowanych przez te same Wielkie Koncerny.
prawo, jak mówili marksisci jest forma Ucisku. teraz uciska nas dobrobyt - w imie wolnosci slowa, Wolnego rynku i Prawa. Autorskiego... w celu wiadomym.




CZARNY LUD


