Kluitenberg: media prywatne i fatyczne
Eric Kluitenberg, w tekście "Media without an audience", zaraz po mediach suwerennych, opisuje tworzy kategorie mediów prywatnych i fatycznych - które sporo wyjaśniają na temat takich zjawisk jak strony domowe, miasto Plusa, blogosfera i moblogging (tworzenie bloga z pomocą technologii mobilnych: palmtopów, komórek, kamer cyfrowych w komórkach, palmtopach, wszędzie; a więc tworzenie bloga w sposób błyskawiczny, być może też kompulsywny).
"Formy prywatnych mediów takie jak Geocities czy Digital City w Amsterdamie [pisze o nim Castells w Galaktyce Internetu; w Polsce są to np. strony domowe na wp.pl] zazwyczaj nie komunikują określonych przekazów. Nie mają docelowej widowni, nie są częścią ekonomii przyciągania uwagi, ale mimo to są przykładami udanych mediów prywatnych. Podczas gdy próby stworzenia z Internetu doskonałego medium rozrywkowego spaliły na panewce, sieć kwitnie jako ostateczna forma personalizacji przestrzeni medialnej."
I dalej:
"Prywatne wiadomości mówią, przede wszystkim, "Jestem tutaj". Ale ta prosta wiadomość nie powinna być zifnorowana jako wyłącznie banalne stwierdzenie".
Kluitenberg uważa, że takie media stają się fatyczne, tzn. wypowiedzi przestają komunikować znaczenie, a zaczynają pełnić wyłącznie funkcje społeczne - przede wszystkim sygnalizują obecność, czasem zainteresowanie.
"Ten typ mediów wydaje się bezużyteczny, gdy wpisany w tradycyjny schemat mediów (nadawczych). Ale jest błędem akceptować bezmyślnie ten pogląd. Fatyczne zachowanie medialne nie jest w żadnym stopniu banalne. Sfera medialna jest traktowana jako nowy typ środowiska, w którym ludzie tworzą swoją obecność, nie pragnąc przekazywać specyficznych komunikatów".
Myślę, że Kluitenberg jest w gruncie rzeczy nieźle kontrowersyjny i serwuje silny prztyczek w policzek z jednej strony psychologom Internetu, z drugiej strony całej masie np. blogerów. Bo z jednej strony odrzuca wszelkie koncepcje wyobrażonej widowni, do której miałby się dostosowywać autor strony, zakłada że stronę tworzymy w małych samotnych światkach, żeby "zasiedlić" przestrzeń internetu. Jeśli zapomnimy o psychologii, myśląc o użytkownikach siedzących sam na sam z internetowymi komputerami, to chyba rzeczywiście tak jest. Po drugie, sugeruje, że wiele treści publikowanych obecnie w internecie - ja wziąłbym na celownik szczególnie moblogi i fotoblogi - nie służy niczemu innemu, niż zaznaczeniu własnej obecności online.
Zgadzam się z Kluitenbergiem, że "tworzenie obecności" bynajmniej nie jest zajęciem banalnym i trzeba je traktować jako istotne zachowanie - np. jako sposób oswajania się z przestrzenią medialną, albo może z tempem przepływu informacji w dzisiejszym świecie. Ale mobloging, fotobloging i inne formy frenetycznego nadawania indywidualnych treści nie przekazują zbyt istotnego przekazu - w szczególności, w dużo mniejszym stopniu, niż wszyscy by tego zapewne chcieli są źródłem wiedzy, mądrości, sztuki, czegokolwiek.
Na marginesie, w zupełnie inne sposoby, niż przesadnie budzący zachwyt moblogging, komórki z aparatami foto zaczynają zgrzytać w zastanej rzeczywistości społecznej, np.:
-w Japonii doszło do plagi "cyfrowych kradzieży" w księgarniach: Japonki zamiast kupować kobiece czasopisma fotografują komórkami interesujące je fryzury/ubrania i rozsyłają zdjęcia po koleżankach. (BBC).
-w Wielkiej Brytanii dwaj mężczyźni najprawdopodbniej nagrali na komórkę scenę gwałtu, której przypadkiem byli świadkami w pubie w Brighton. Filmowali, zamiast działać. Co ciekawe, ich z kolei filmowała kamera CCTV, których pełno w Wielkiej Brytanii (BBC).
A na drugim marginesie, zwolenników - mimo wszystko - mobloggingu może zainteresować wiadomość, że 5 lica odbędzie się w Japonii "First International Moblogging Conference", na której między innymi będą omawiane społeczne aspekty mobloggingu. Ciekawe, co się okaże.
Podał|a: Alek Tarkowski, 3.07.03 |



CZARNY LUD


