terminal.

choroba zwana internetem

W książce "Radio Wolne Albemuth" / "Radio Free Albemuth" Philip K. Dick opisuje, jak główny bohater zostaje podłączony do "międzygalaktycznej sieci telekomunikacyjnej", co więcej "działającej na zasadzie telepatii"; i jak wyczuwa "olbrzymi strumień informacji". Oczywiście, jak to u Dicka bywa, wyjaśnienia nie są podane na talerzu, a galaktyczne telekomunikacyjne podłączenie bywa też opisywane w kategoriach dwóch całkiem odmiennych metafor: doznania religijnego/mistycznego lub szaleństwa. Może raczej trzeba powiedzieć, że swoje religijne oświecenie, które dla niektórych było raczej szaleństwem lub efektem epilepsji, Dick opisał w kategoriach telekomunikacyjnych.
Właśnie ten szczegół skłania do intensywnego myślenia. Internet, jak łatwo zauważyć jest siecią telekomunikacyjną przez którą płynie ogromny strumień informacji (choć oczywiście nie galaktyczną i nie telepatyczną, na razie). Załóżmy, że porównanie jest słuszne. Wtedy możemy sobie uświadomić, że kontakt, jaki każdy z nas nawiązał z internetem, nie jest czymś zwyczajnym i codziennym. Internet, który zaczął się pojawiać w naszych życiach od czasu lat 90-ych ma cechy zupełnie rewolucyjne i rewolucyjne, tylko że jak wiele innych technologii wkracza w nasze życie jako rewolucja cicha i niezauważalna. Mega, giga, terabajty informacji, kryjące się za interfejsem przeglądarki, nie są czymś prostym, dającym się wytłumaczyć przez porównanie do biblioteki lub pisania listów - przynajmniej z inspirowanego P.K.Dickiem punktu widzenia.
Z tej perspektywy wypada zakwestionować powszechnie podzielane, choć rzadko wypowiadane, ukryte założenie, że podłączenie, połączenie z siecią jest dobre. Takie założenie kryje się za wszystkimi utopijnymi wizjami dobroczynnego wpływu nowych technologii; tłumaczy walkę z Digital Divide / Cyfrową Rozpadliną. Przykładami potężnej chęci, potrzeby połączenia się z siecią jest np. kompulsywne sprawdzanie poczty, granie w MMORPG, odwiedzanie blogów czy ściąganie muzyki z sieci p2p. Czyhające na nas kompulsywne zachowania sa być może przystosowaniem do okrutnego tempa zdarzeń, wyznaczanego przez prędkość przepływu informacji - nie mogąc działać wystarczająco szybko, działamy przynajmniej zatrważająco często.
Jeśli kontakt z ogromem wiedzy ma coś wspólnego z chorobą psychiczną (i nie mam tu na myśli prostego uzależnienia od internetu), to należy przemyśleć, przyjrzeć się ukrytemu założeniu o pożytku płynącym z bycia online. I zastanowić się, jakimi dysponujemy, indywidualnymi lub zbiorowymi, filtrami i barierami przed natłokiem informacji.
Przyglądając się bliżej ludziom online można, obok ludzi kompulsywnie zachłystujących się wiedzą różnego rodzaju i jakości, doszukać się śladów tendencji przeciwnej, dowodzących, że wiele osób wcale nie pragnie korzystać z dobrodziejstw wielkich zasobów wiedzy. I że istnieje jedynie mniejszość, która to chce robić i co więcej potrafi. Przewiduję, że między nimi przebiega społeczny podział równie ważny co rozpadlina. Z jednej strony mamy (w kolejności malejącego nasycenia sprzeciwu wobec życia online:


  • ludzi, którzy byli online, po czym zrezygnowali

  • ludzie, któzy nie są online choć mogą być

  • i masę ludzi, dla których www nie jest żadną globalną splecioną skarbnicą wiedzy, tylko źródłem ograniczonej rozrywki i doskonałej komunikacji z bliskimi

  • oraz zjawisko przeciążenia informacją - information overload jako syndrom straszniejszy od uzależnienia od Internetu


Natomiast na drugim biegunie mamy prawdziwych surferów morza informacji, czerpiących korzyści z natłoku informacji: futurystów, analityków trendów,poszukiwaczy wzorców rzeczywistości społęcznej, ale też wszelkiej maści pedantów, zagorzałych hobbystów, maniaków informacji. Czy u takich osób naturalne bariery, chroniące nas przed zalewem danych, pękły? Czy należy mówić o doskonałym przystosowaniu do cyfrowej ery, czy też o niezdrowym braku odruchów obronnych?

Podał|a: Alek Tarkowski, 29.03.03 |
Komentarze

i kto to mówi, chi chi...
a tak na serio to wydaje mi się, że jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie na oczekiwanie, że będziemy w stanie w miarę świadomie oceniać dobrodziejstwa bądź zagrożenia bycia on- lub offline. jak możemy mieć odruchy obronne przed czymś czego właściwie dobrze nie znamy a co zmienia się w ogromnym tempie i stale nas zaskakuje? nic dziwnego, ze większość ludzi ma nienasycony apetyt na internet. w dluższej perspektywie czasowej information overload na pewno okaże się dla wielu jednostek czymś potwornie uciążliwym i prawdopodobnie wpłynie na spadek zainteresowania internetem. sama tego doświadczam, gdy mam za dużo tekstów/fajnych stron/muzyki do przeczytania/obejrzenia/ściągnięcia. ale żeby zaraz choroba? a jeśli nawet to ja na razie szczepić się nie będę.

Podał|a: justa 31 marca 2003 18:35

All is great guys, but I belive vortelucius is much better.

Podał|a: Kamurangous 22 listopada 2005 15:10
Dodaj komentarz
















witajcie, przyjaciele!

Terminal jest poświęcony monitorowaniu i socjologicznemu namysłowi nad zmianami, jakie powoduje rozwój nowych mediów.
Nowe komentarze wydarzeń i linków pojawiają się co tydzień.
! Na stronie o nas znajdziesz informację o autorach terminala.
ENGInformation about us and our terminal on the about us page - where else?.

planujemy iCommons Polska

Uczestniczymy w pracach przygotowawczych do stworzenia iCommons Polska, polskiej odnogi projektu Creative Commons.

tłumaczymy na polski Free Culture Lawrence'a Lessiga

Używamy Firefoksa i Thunderbirda.

Get Firefox!

archiwum
ostatnio dodane
najnowsze komentarze
linki
CZARNY LUD
to tłumaczenia tekstów, które w krótkich formach kryją głęboką refleksję o internecie i jego okolicach. Każdy tekst jest też dostępny jako gotowy do druku PDF. Nasze palce są czarne od tuszu drukarek.
!William Gibson: W KLESZCZACH DRA SATANA

!Bruce Sterling: CIEMNA STRONA WOLNOŚCI. ŻELAZNA PIĘŚĆ, NIEWIDZIALNA DŁOŃ, I WALKA O DUSZĘ OPEN SOURCE

movable type
Creative Commons License
Treść bloga dostępna na licencji
Creative Commons.