wojna w czasach blogów
Mam wątpliwości na ile kwestia blogowania w czasie wojny jest ogólnie rzecz biorąc istotna - ale w światku blogowym, modnym obiekcie badań i obserwacji, trochę w związku z wojną się dzieje. Jest na co patrzeć, jest co wyjaśniać.
1. Jeśli chodzi o warblogs, to sprawa jest ciekawa i nie taka prosta. Warblogs (wojblogi?!) to nazwa dla fali blogów, które wykwitły w Stanach po 11 września i są poświęcone niemal w całości wojnie z teroryzmen, Bliskiemu Wschodowi, Irakowi itp. Co więcej, zazwyczaj tak się nazywają blogi o określonej pozycji ideologicznej: popierające wojnę, konserwatywne lub prawicowe (definicje warblogs tu i tu. Tymczasem warblogs.cc zlinkowane w poprzednim wpisie to zestaw blogów krytycznych wobec wojblogów, wojny, Busha itp. a nazwa jest jedynie przykładem medialnej partyzantki. Wojblogi wydają się świetnym przykłądem skrajnego zideologizowania przestrzeni blogów, którego pewnie łatwo można paść łupem - a obiektywność przekazu rzeczywiście może się pojawić, ale dopiero po przetrawieniu gąszcza wzajemnie zlinkowanych i sprzecznych poglądów, bardziej niż faktów.
2. Jeśli chodzi o blog Kevina Sitesa, też zlinkowany poprzednio, to CNN, dla której Sites pracuje, zakazało mu prowadzenie bloga, choć Sites wyraźnie zaznaczał, że jest to jego osobista strona, niezwiązana z CNN. Tyle jeśli chodzi o blogi jako źródło alternatywnych doniesień prasowych z zatoki.
3. Jeśli chodzi o blogi z Iraku, to w całym internecie zdaje się znaleziono tylko jeden: Where is Raed?. I tu zaczynają się ciekawe zdarzenia, moim zdaniem rozwiewające wszelkie wątpliwości co do blogó jako źródła ukojenia, ludzkiej prawdy wobec wojny. Po pierwsze, wszyscy zainteresowani blogiem, a jest ich sporo, przede wszystkim chcieli wiedzieć, czy piszący bloga Salam Pax istnieje naprawdę, czy też jest a. agentem CIA b. agentem Mossadu c. żartownisiem - choć teraz wszystko wskazuje na to, że blog rzeczywiście powstaje w Bagdadzie. Po drugie, wokół bloga uruchomiła się oczywiście cała otoczka gwiazdorstwa: rosnąca popularność blogów z nim zlinkowanych, itp. itd. Nieciekawe. Po trzecie, blog Where is Raed jest jak na razie zupełnie zwyczajny, jeśli już coś pokazuje to banalność wojny (jeśli coś takiego jest możliwe). Zresztą autor wzszelkie istotne informacje czerpie z mediów. "21 marca: nie przysyłajcie mi emaili pytających, czy jestem prawdziwy [...] za 2 godziny B-52 dolecą do Iraku. [...] Kupiliśmy świeże pomidory i cukinie za 1000 dinarów za kilogram, gdy normalnie kosztowałyby 250".
Podał|a: Alek Tarkowski, 23.03.03 |



CZARNY LUD


