Wolne fale
Wygląda na to, że rozpoczyna się walka o kolejną przestrzeń przesyłania informacji, która do tej pory była kontrolowana ścisłymi przepisami i licencjami. Mimo, że kampania na rzecz obrony internetowych dóbr wspólnych i ochrony innowacji dopiero się rozkręca, coraz częściej mówi się również o uwolnieniu samych częstotliwości. Nad pytaniem, dlaczego komunikacja pomiędzy telewidzem i nadawcą programu jest jednostronna a władza odbiorcy ogranicza się do zmieniania kanałów zastanawia się w Salon.com autor książki „Small Pieces Loosely Joined” D. Weinberger. Bohaterem tekstu jest David P. Reed – jeden z architektów Internetu, twórca idei end-to-end, który prowadzi badania nad własnościami spektrum częstotliwości. Według niego cała dotychczasowa polityka rozporządzania częstotliwościami oparta była na wadliwych naukowych przesłankach, które nakazywały traktowanie spektrum jako przestrzeni podlegającej prawom własności. W tekście pt. Why spectrum is not property Reed pisze, że reguły kontrolujące częstotliwości wynikają z założenia, że spektrum należy dzielić tak jak dzieli się fizyczną własność, np. ziemię. Przyjmowano, że brak kontroli częstotliwości doprowadzi do interferencji fal i zakłóceń w odbiorze. Dlatego podzielono przestrzeń na częstotliwości, na które wydaje się licencje umożliwiające nadawanie.
Reed argumentuje, że spektrum nie powinno się dzielić na kawałki. Natura spektrum jest taka jak natura kolorów w tęczy – nie zabraknie spektrum, tak jak nie zabraknie koloru zielonego. Kiedy prawo mówi, że jakaś stacja radiowa ma wyłączność na nadawanie na częstotliwości X w danym mieście to znaczy to tyle, co: rząd przyznał stacji licencję na kolor brunatno zielony w danym mieście. Częstotliwości są nieograniczone, ponieważ w rzeczywistości fotony nie interferują ze sobą, tylko przechodzą przez siebie.
Skąd się w takim razie biorą zakłócenia? Otóż jest to wina odbiorników. Interferencja nie jest czymś naturalnym, jest artefaktem wynikającym ze specyfiki danej technologii. Problem leży w przetwarzaniu sygnału. Powszechnie stosowane radioodbiorniki traktują wszystko, co się pojawi na danej częstotliwości jako sygnał, zawartość innych częstotliwości jest odbierana jako szum. Zdaniem Reeda dzieje się tak, ponieważ to architektura systemu jest wadliwa. Już w czasie drugiej wojny światowej stosowano technologię „frequency-hopping”, która pokazała, że jest możliwe funkcjonowanie systemu, w którym nadajniki i odbiorniki negocjują pomiędzy sobą odpowiednie częstotliwości.
Co więcej, Reed twierdzi, że im więcej użytkowników spektrum, tym większa jego pojemność. Wedlug ostatnich badań wraz z wzrostem liczby użytkowników N pojemność spektrum może wzrosnąć do kwadratu N. W tym celu użytkownicy spektrum powinni być zorganizowani na zasadzie sieci współdziałania. Tak więc spektrum nie ma właściwości własności. Jak pisze Reed, nie potrzebujemy tu rynku ani państwa, do zapobiegania tragedii wspólnego pastwiska. Jaka zatem powinna być architektura spektrum? Reed mówi – nie należy określać architektury na wyjściu, trzeba korzystać z wzorców płynących z historii Internetu. Tak, jak w przypadku tezy end-to-end – im mniej ograniczeń zawartych w samym systemie, tym więcej miejsca na innowację na jego obrzeżach. Dowodem tego może być najnowszy projekt radia GNU - GNU radio project , który daje możliwości kodowania dwóch transmisji na jednej częstotliwości. Reed propaguje pełne otwarcie spektrum dla wszystkich obywateli.
hth
Podał|a: 26 lutego 2005 19:54



CZARNY LUD


