morza informacji
Nawiązując do poprzedniego wpisu, myślę, że potrzebna jest inna, lepsza wizja informatyzacji regionu, I co lepsze, taka wizja - piękna i romantyczna, a nie technokratyczna - najprawdopodobniej jest możliwa. Wizja, która sprawy takie jak wykorzystanie SMSów, które kochamy może nie my jedni, ale zdecydowanie kochamy, uwzględni.
Mam jeden przykład takiej wizji, chętnie podałbym do niego link, ale Gazeta Wyborcza nie idzie z duchem czasu, nie chce rozwoju zbiorowej kreatywności i pilnie strzeże dostępu do archiwum online. Cytat pochodzi z wywiadu z Bohumilem Hrabalem pt."Schopenhauer i automobil", opublikowanym w GW z 2-3 lutego 2002 i moim zdaniem jest to bardzo środkowoeuropejska internetyka, bardzo to czego nam potrzeba, choć Polska swój dostęp do morza przecież ma:
"Poniewaz nie mamy dostępu do morza, jest nam obce to poczucie ogromu, którego można zaznać, kiedy się na nie patrzy. Każdy Środkowoeuropejczyk chce zobaczyć morze, a gdy je zobaczy, jest wstrząśnięty. Tak więc my zamiast morza musieliśmy mieć morze informacji. Zawsze musieliśmy być prymusami: i w chrześcijaństwie, i w reformacji, i w baroku. Dlatego przynajmniej tu, w Czechach, a sądzę, że w całej Europie Środkowej, te nowinki, które przychodziły z Zachodu - czy to gotyk, czy barok - sięgały zawsze takich szczytów, że doprowadzaliśmy je niemal ad absurdum. U nas, w Europie Środkowej, zawsze to, co gdzieś indziej było czymś najzwyklejszym na świecie, uchodziło za wielkie wydarzenie. Dwie drobnostki - kiedy w Paryżu kobieta pierwszy raz przejechała automobilem, to po prostu kobieta jechała automobilem; kiedy jednak w Pradze pierwsza kobieta jechała automobilem, to przyszło 40 tysięcy ludzi. Bo to było olbrzymie wydarzenie..."
Podał|a: Alek Tarkowski, 7.02.03 |beznadzieja nie ma nic o przemysle i transporcie morskimn BBBBBBBBUUUUUUUUUU!!!!!!!!!!!
Podał|a: ktosiki 19 stycznia 2004 19:40



CZARNY LUD


