cicha rewolucja globalnego cyborga
Czytam teksty Rondy Hauben, która wyjątkowo porządnie wgryzła się w historię internetu, łącznie z jego prehistorią. Hauben opisuje korzenie wolnej sieci, sieci będącej dobrem wspólnym, sieci w której informacja może być wolna, szukając tych korzeni w czasach, gdy sieć była raczej naukowym projektem, nad którymi pracowali cybernetycy, informatycy czy elektronicy.
Niesamowite, jak bardzo wyraźne były społeczne wizje tych naukowców, które wiązali z tworzoną przez nich technologią. Nie prowadzili oni inżynierii społecznej, ale nie byli też wyłącznie mechanikami - tworzyli system komputerowy z pełnym przeświadczeniem, że może on mieć radykalny wpływ na wszystkie sfery życia. Na razie musi wystarczyć jeden przykład, podawany przez Hauben w tekście"Developing the New Field of Computer Communications": w czasie konferencji International Council for Computer Communication w 1972, na której publicznie zaprezentowano po raz pierwszy sieć ARPANET, zalążek internetu, Stanley Winkler z IBM omawiał zmiany spowodowane. Choć podstawowym skutkiem będzie zdaniem Winklera wypchnięcie funkcji obliczeniowych komputerów na odległość, poprzez linie komunikacyjne, to "Zmiany obejmą [...] wszystkie sfery życia, jakie znamy". "Zmiany, w swej całości, złożą się na cichą rewolucję".
Pisząc o powstaniu protokołu TCP, Hauben opisuje w tekście "The Birth of the Internet: An Architectural Conception for Solving the Multiple Network Problem", jak protokół ten spełniał wymogi otwartej architektury informatycznej, pozwalającej połączyć różnorodne sieci komputerowe w jedną międzysieć. Ta architektura była równocześnie otwarta na różnorodne systemy administracyjne i polityczne, powiązane z poszczególnymi sieciami.
Wygląda na to, że podstawowe założenie otwartej architektury, wraz z hasłem "informacja chce być wolna", leżą u podstaw wielu późniejszych zjawisk związanych jakoś z Internetem, a ciekawych jako zjawiska społeczne: sieci wymiany plików p2p, ruch antyglobalizacyjny, ruch open source, creative commons. W ten sposób Internet staje się poteżną metaforą społeczną, można sobie w wielu sytuacjach zadać pytanie: czemu nie mamy być tacy jak Internet?. Argumentem za jest zauważony przez Williama Gibsona na jego blogu fakt, że Internet jest największym na tej planecie dziełem ludzkich rąk - cóż za success story! Argument przeciw może brzmieć następująco: Internet to maszyny i technologie, a my jesteśmy ludźmi!
Na taki zarzut jedną z odpowiedzi możemy znaleźć w tym samym tekście Gibsona, poświęconym cyborgowi, połączeniu człowieka i maszyny: "Oto mój cybernetyczny organizm: internet. [...] Ci, którzy w nim uczestniczą są fizycznie jego częścią". Myślenie o hybrydach ludzi i maszyn jako czymś więcej niż wizji SF zaczyna się pojawiać na obrzeżach nauk humanistycznych. Osobiście jestem święcie przekonany, że człowiek z komórką to coś więcej niż człowiek i komórka, a skoro grupa społeczna może nie być sumą swoich części, to ten zaszczyt może też przypaść grupom techno-społecznym.




CZARNY LUD


